Rewolucja w pływaniu…czyli Ultra Krótki Trening.

Numer 40a biuletynu Swimming Science zawiera artykuł prof. Brent’a S Rushall’a dotyczący tzw Ultra-Short Race Pace Training (USRPT) w którym to autor przywołuje liczne badania dotyczące wymogów energetycznych w pływaniu i dopasowaniu do tych wymogów czegoś co nazwane zostało Ultra Krótkim Treningiem.

Trening konwencjonalny jest przestarzały. Jest głownie oparty na fizjologi treningu biegowego i brakuje mu odniesień do specyfiki wyścigu pływackiego.

W przeciwnieństwie do biegaczy, pływacy wskakują do chłodnej, dającej wyporność wody a nawroty przerywają ich wyścig. Ich nogi pracują mniej intensywnie niż ramiona, a ramiona mogą odpocząć pomiędzy momentami napędowymi. Biegacze startują z bloku i poruszają się po owalnej bieżni, pozostawieni na łasce grawitacji oraz temperatury. W sprincie ich ramiona pracują prawie tak samo jak nogi a nogi nie mają przerw pomiędzy momentami napędowymi.

Z tego powodu wymogi energetyczne w pływaniu odbiegają od tych w bieganiu a systemy anaerobowe ATP-CP mogą funkcjonować powyżej przewidzianych 10-45s ponieważ: 1) fosforan kreatyny CP jest odnawiany w momentach kiedy intensywnie pracujące mięśnie ramion mają odpoczynek, 2) kwas mlekowy jest filtrowany w mniej pracujących mięśniach nóg. W efekcie laktat jest utrzymywany na niskim poziomie (proces ten może zostać zachwiany kiedy pływak rozpocznie wyścig za szybko bądź będzie używał mocnaj pracy nóg).

Michael Andrew - 14 letni rekordzista i wychowanek Ultra Krótkiego Treningu

Michael Andrew - 14 letni rekordzista i wychowanek Ultra Krótkiego Treningu

USRPT został stworzony włąśnie na bazie tej cechy fizjologicznej przez dr. Rushall’a, który zastosował tutaj  Zasadę Specyfiki (Principle of Specificity) w pływaniu, polegającą na tym, iż wymogi energetyczne i umiejętności techniczne wyścigu są zależne od prędkości tego wyścigu. W związku z tym trening Ultra Krótki wyklucza używanie np. pracy nóg z deską jako nie współmierną do stylu, dystansu, tempa, techniki czy gotowości psychicznej. Serie treningowe składają się z wielu krótkich powtórzeń na 15-20 sek przerwach interwałowych, najczęściej 25m powtórzenia w tempie docelowym 100 metrów, 50m powtórzenia w tempie docelowym 200 metrów i 100m powtórzenia w tempie 1500m

Dla zilustrowania opisanej zasady specyfiki treningu Ultra Krótkiego autor podaje następujący przykład:

30x25m w tempie na 100m z 15s przerwą interwałową z utrzymaniem nisko i opływowo położonej głowy wraz z wprowadzaniem strategii wyścigu i wyobrażaniem sobie, że na torze obok płynie najgroźniejszy rywal. To jest własnie USRPT!

Zasada Specyfiki oznacza, iż więcej kilometrów przepłyniętych na docelowej intensywności, tym większy transfer tej intensywności w docelowy wyscig. Z góry określona wartość dystansu do przepłynięcia w metodzie Ultra Krótkiej znacznie przeważa metody konwencjonalne w dużej mierze dlatego, iż podlega samo regulacji, pozwalając na krótkie przerwy zapobiegające pogorszaniu się techniki i powstaniu kontuzji. Pływak musi przerwać trening w momencie nie spełnienia kryterium tempa i przez co unika zakwaszenia  i ubytku glikogenu, który wymaga ok 48h na odbudowę.

Niektórzy twierdzą, że USRPT zaniedbuje system aerobowy zawodnika. Wręcz przeciwnie, trening ten wywiera ciagły, niemal maksymalny nacisk na tlenowe źródła energii. Jego format krótkich powtórzeń i przerw tworzą bodziec treningowy który: 1) pobudza aerobowe, wolnokurczliwe włókna mięsniowe; 2) poddaje znaczną część wókien szybkokurczliwych działaniu tlenu; 3) łączy tlen z hemoglobiną i mioglobiną. Całkowity efekt treningowy pozwala nie tylko maksymalizować podstawową wydolność tlenową ale też możliwości utleniające organizmu. Rezultatem jest większa wytrzymałość szybkościowa – zdolność zakończenia wyścigu przed tym jak zakwaszenie zbierze swoje żniwo.

W przeciwieństwie do biegania, pływanie wymaga wyrafinowanej techniki. Po przekroczeniu pewnego momentu, dalsza szybkość może przyjść jedynie przez wyostrzenie pewnych umiejętności. Poza orginalnością formatu Ultra Krótkiego Treningu, jego główną ideą jest perfekcja techniczna. Każda przerwa interwałowa jest nakierowana na koncentrację uwagi w kierunku dalszych umiejętności psycho-fizycznych.

Należy dodać, co potwierdzają oczywiście jej autorzy, że matoda ta okazał się być szczególnie korzystna w treningu dzieci.

Opublikowano Delfin, grzbietowy, klasyczny, Kraul, nauka, praca nóg, psychologia pływania, Technika | Skomentuj

O łamaniu „kodu kraula” i pływaniu w polskiej armii. Wywiad z Maciejem Monetą.

1) Maćku, jak to się stało że zacząłeś pływać?

            Moja przygoda z pływaniem rozpoczęła się już dawno temu. Pamiętam, że bardzo szybko nauczyłem się utrzymywać na wodzie w pozycji poziomej, miałem wtedy ok. 10 lat i było to podczas wakacji na zalewie w miejscowości Jelcz-Laskowice. Niesamowite jest to, że bardzo dokładnie pamiętam to swoje pierwsze wodne doświadczenie. Po prostu położyłem się na wodzie i zacząłem z sukcesem wykonywać bliżej nieznane ruchy J.

W gimnazjum miałem w ramach zajęć z WF basen i tam się nauczyłem już pływać tzw. kraulem metodami tradycyjnymi. Wystąpiłem nawet w kilku zawodach. Analogiczna sytuacja miała miejsce w liceum.

Jako, że byłem piłkarzem w klubie z mojej rodzinnej miejscowości, to pierwszym sportem i chyba jedynym sportem w mojej hierarchii była piłka nożna. Przełom nastąpił podczas najdłuższych wakacji życia, które mają miejsce tuż po maturze, gdyż wtedy rozpocząłem regularne chodzenie na jarosławski basen. Gdy pewnego dnia nadeszły wyniki i okazało się, że dostałem się na studia wojskowe do WSOWL we Wrocławiu, zdecydowałem, że czas zacząć uprawiać jakiś indywidualny sport. Chciałem poczuć się zależny sam od siebie i sam wybierać sobie godziny treningów. Wybrałem właśnie wtedy pływanie. Przyszedłem do Uczelni ze sportowym zamiarem chodzenia na basen.

2) W jaki sposób i kiedy natrafiłeś na Total Immersion?

            Pamiętam, że już na 1 roku zacząłem intensywnie czytać różnego rodzaju książki, co teraz stało się moim hobby. Dlatego postanowiłem oddać się lekturze i z niej pouczyć się pływania kraulem. Należało tylko jakąś odpowiednią znaleźć. Wpisałem jakieś bliżej nieznane hasło w wyszukiwarkę „Allegro” i zapoznałem się z opisem aukcji, która mi się ukazała. To właśnie była książka Terry’ego: „Kraul metodą Total Immersion”. Było to gdzieś na początku 2011 roku. Pasja do pływania eksplodowała po warsztatach 2 stopnia w Poznaniu, gdzie pojechałem na przełomowe zajęcia do Pawła i już na dobre zachłysnąłem się metodą TI. Szczęśliwie poznałem tam też Andrzeja, z którym wspólnie rozwijaliśmy (i nadal rozwijamy) nasze umiejętności na basenie w Trzebnicy.

3) Jak zmieniły się Twoje postrzeganie pływania pod wpływem Total Immersion?

Po przeczytaniu książki mój pogląd na pływanie przeszedł prawdziwą rewolucję. Dopiero wtedy zrozumiałem tak naprawdę istotę tego sportu. Przede wszystkim spodobało mi się to, że cały cykl ruchu został rozbity na 13 prostych do wykonania ćwiczeń. Gdy nadszedł ten moment, gdy doszedłem do ćwiczenia „pełen styl” odkryłem jak wiele radości może sprawić czas spędzony w wodzie. To było zdecydowanie coś innego niż metody tradycyjne. Pamiętam, że po takim inteligentnym treningu nigdy nie czułem się zmęczony ani nigdy nie napiłem się wody. W dodatku nie użyłem żadnego dziwnego przyrządu do nauki. Kolejną rewolucję przyniosła nowa metodyka nauczania, którą teraz jako trener realizuję i zmiana postrzegania pływania przez moich kursantów połączona z  uśmiechem na ich twarzach, gdy odnoszą małe sukcesy – jest to jeden z najlepszych widoków jakie mogę widzieć jako trener.

4) Jak wygląda system szkoleń pływania w Wojsku Polskim?

            Niestety nie mam pełnej wiedzy aby odpowiedzieć na to pytanie. Mogę jedynie domniemać, że Wojsko Polskie nie szkoli swoich żołnierzy wg metody TI. System szkoleń jest prawdopodobnie oparty na metodach tradycyjnych.

Maciek wśród kursantów

Maciek wśród kursantów

5) Co byś zmienił w tym systemie i co już udało się Tobie wprowadzić? 

            Myślę, że warto byłoby rozpocząć naukę pływania w wojsku na wszystkie style wg metody TI. Oczywiście w jednostkach gdzie jest to potrzebne i gdzie wykonywane zadania mogłyby być z pływaniem bezwysiłkowym bezpośrednio powiązane. Potrafiłbym wskazać takie jednostki i wierzę, że system szkoleń Total Immersion byłby dla tych instytucji strzałem w dziesiątkę.

Pływanie jest też zawarte w programie nauczania z wychowania fizycznego na uczelniach wojskowych, m.in. na mojej. Niestety na tę chwilę jest oparte w głównej mierze na metodach tradycyjnych. Uważam, że warto byłoby spróbować skłonić się ku nowemu podejściu i podjąć ryzyko wprowadzenia w 100% metody TI w tematy zajęć. Mogłoby to osiągnąć swój cel i sprawić, że każdy bez problemu zdawałby rygory dydaktyczne jakie trzeba spełnić w basenie, aby zaliczyć przedmiot. Takim rygorem jest np. test Coopera w wodzie, czyli pływanie ciągłe przez 12 minut.

            Chcąc rozwijać się jako trener, wystąpiłem z inicjatywą nauczania moich kolegów z kompanii pływania metodą TI, gdyż wielu z nich wielokrotnie narzekało na to, że nie potrafią dobrze pływać i należy coś z tym zrobić. O dziwo dostałem zgodę przełożonych na naukę pływania w ramach samopomocy koleżeńskiej i zebrałem listę chętnych na kursy, które docelowo obejmują ponad 15 godzin na basenie, rozbite na 5 tygodni. Chętnych zgłosiło się bardzo dużo. 5 tygodni temu rozpocząłem pierwszy kurs, który zakończył się 21 lutego. Następny ruszył  24 lutego. Myślę, że będą one organizowane jeszcze przez półtora roku i uda mi się przeszkolić wszystkich chętnych z mojej kompanii, czyli ok. 40 przyszłych oficerów.

6) Jaką rolę może odegrać Total Immersion wśród żołnierzy?

 

            Usłyszałem kiedyś przelotnie, że wiele ludzi rozróżnia pojęcia kraul i kraul metodą TI. Uważam, że jest to całkowite nieporozumienie, gdyż kraul to kraul, poprawny styl obserwowany u zawodowych pływaków wynika z wielu czynników, które metoda TI jak najbardziej naucza. Wielu doskonałych pływaków nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, jak generują swój napęd i dlaczego pływają szybko. Sądzą, że wytrenowali siłę mięśni i to ona popycha ich do przodu. Niestety tak nie jest. Gdy się zagłębisz w TI to wtedy dopiero złamiesz tzw. „kod kraula” i zaczniesz dostrzegać podobieństwa wśród pływaków na międzynarodowych zawodach. Nawet u sprinterów.

            Dla mnie TI jest to w tej chwili jedyne warte rozważenia podejście do nauki pływania. Wojsko Polskie mogłoby z niego wiele skorzystać i wierzę, że TI mogłoby odegrać znaczną rolę wśród żołnierzy. Żołnierz po wykonaniu zadania przepłynięcia np. 3 km w umundurowaniu, będzie na pewno zdolny do realizacji kolejnych, dzięki temu, że oszczędzał siły generując bezwysiłkowy napęd. Godne przytoczenia są też walory zdrowotne pływania, które bez wątpienia odgrywają dużą rolę w życiu i służbie każdego żołnierza. Ponadto pływanie wg metody TI to przyjemne spędzania wolnego czasu i zarażeni pasją żołnierze spędzając go aktywnie byliby bardziej zadowoleni z życia, co oczywiście wpływałoby na atmosferę w danej instytucji wojskowej.

Dziękuję za rozmowę.

Z Maćkiem można skontaktować się: mmoney@gazeta.pl

 

Opublikowano Bez kategorii, Kraul, nasz gość, nauka, Technika | Skomentuj

Ciężka praca nie popłaca…w pływaniu.

Kilka dni temu wpadła mi w oko dyskusja jaka przetoczyła się przez amerykańskie fora dotycząca pływania w triathlonie i w wodach otwartych v pływanie sportowe. A kwestią podejmowaną była szybkość, co jest jej wyznacznikiem i jakie ma ona tak naprawdę znaczenie w pływaniu.

Autorem tekstu był Terry Laughlin (założyciel Total Immersion) i dr Mike Joyner (dyrektor centrum badań nad wydolnością organizmu człowieka) i co się okazuje…według badań przeprowadzonych przez Mike’a Joyner’a jesteśmy najbardziej wydajni podczas biegu – przetwarzając pracę na prędkość w stosunku 1:1 przyjmując średnie tempo w triathlonie.

Podczas roweru już następuje  zmiana proporcji, gdzie 10% wzrost natężenia pracy przynosi 6% wzrost prędkości.

Co się dalej okazuje…jesteśmy najmniej wydajni w… pływaniu, jeśli chodzi o konwersję nakładu pracy na prędkość poruszania się, bowiem w przypadku nawet dobrego pływaka 10% wiecęj pracy przysporzy jedynie 3% więcęj prędkości i 1% u kogoś pływajacego poniżej  przeciętnego poziomu.

Jakim budżetem dysponujesz…

Naukowiec sugeruje dalej: Wyobraź sobie, że do startu w triathlonie podchodzisz na zasadzie budżetu pracy serca (heartbeat budget) jakie masz do dyspozycji na cały swój start. Musisz się nimi roztropnie gospodarować.

Jak policzyć swój budżet…najprościej pomnożyć średnią ilość skurczów serca ( na minutę) przez czas trwania konkurencji. Wskarze to w przybliżeniu ilość pracy twojego serca podczas całych zawodów.

Biorąć pod uwagę niskie obciążenie energetyczne części pływackiej triathlonu w porównaniu z pozostałymi dyscyplinami lądowymi, jeden skurcz serca w wodzie jest wart 2 do 3  wykonanych na lądzie.

Najrozsądniejszą rzeczą do zrobienie zatem jest oszczędzanie pracy serca w wodzie, tak aby wydać je na lądzie, bowiem stopa zwrotu wówczas jest kilkakrotnie większa.

Sposobem na oszczędzanie pracy serca w wodzie jest oczywiście pływacka wydajność…

Jak ją określić…tu najprostrzym sposobem jest liczenie ruchów w wodzie, tzw. SPL. Pływacy elitarni poruszają się co najmniej 55% długości swojego ciała,ta  górna granica wynosi 70%, co oznacza, że w każdym cyklu (ruch prawego i lewego ramienia) poruszają się powyżej swojego wzrostu.

indeks SPL

indeks SPL

Powyżej znajduje się indeks przeliczający skrajne wartości zakresu ilości ruchów (liczonych włożeniem każdej ręki do wody) na efektywność poruszania się w wodzie. Wzięto tutaj zakres 55%-70% wzrostu pływaka.

Jeśli twój SPL (ilość ruchów na długosci basenu) jest powyżej tego wskazanego w tabeli, prawdopodobnie trwonisz energię na poruszanie wody wokół swojego ciała. Są wówczas dwie rzeczy jakie możesz zrobić, aby skończyć pływanie w triathlonie na poziomie wystarczającej efektywności energetycznej, pozwalającej zaoszczędzić pracę serca na te duscypliny, gdzie zwrot z nakładu pracu jest 2-3 krotnie wyższy:

1) Nauczyś się fundamentów bezwysiłkowego pływania, czyli równowagi, opływowości i lekkiego napędu

2) Skorzystać z Tempo Trainer’a w celu uzyskania własciwego zakresu SPL

Jeśli natomiast twój SPL jest w zakresie odpowiednim do wzrostu, możesz zająć się już:

1) stopniowym zwiększaniem dystansu lub tempa na których jesteś w stanie pozostać w Indywidualnym Zakresie Wydajności (patrz indeks SPL)

2) minimalizacją wysiłku lub zmęczenia

3) za każdym razem, gdy przekroczysz nową granicę w budowie dystansu lub tempa z określonym SPL, pozostań na nim aż poczujesz odczuwaną lekkość. Następnie podnieś swoje pływanie na kolejny, wyższy pułap.

Udanego pływanie i startu!

Opublikowano Kraul, nauka, Technika, trzecia kategoria, wody otwrte | Skomentuj

7 nawyków najbardziej efektywnych pływaków. (Joe Novak)

Niektórzy zastanawiają się czy jest możliwe zachowanie standardów Total Immersion podczas tradycyjnego treningu pływackiego prowadzonego przez trenera spoza kręgu TI. Wierzę, że tak. Total Immersion to nie zestaw ćwiczeń. W terminologii pływackiej, jest to filozofia w której niepodważalną zasadą jest to, że każdy przepłyniety odcinek służy ściśle określonemu celowi – celowi, który bezpośrednio odnosi sie do umiejętności jakie pozwalają wygrywać zawody. Jeśli przyjmiesz poniższe standardy, będziesz mógł pozostać wierny przesłaniu TI podczas każdej formy treningu.

1. Zawsze bądż świadom swojego kroku pływackiego (SPL). Staraj się zachować najbardziej wydajny krok podczas małych prędkości. Miej pewność, że wzrost ilości Twoich ruchów jest zawsze wyborem wzrostu prędkości – a nie skutkiem wzrostu zmęczenia bądź utraty koncentracji.

2. Zawsze jest lepiej kontrolować wysiłek i zachować dobrą technikę, niż pójść na komopromis w celu dochowania przerwy interwałowej. Zrozum, że wzrost kondycji jest rezultatem twojej pracy nad umiejętnościami, które wygrywają zawody.

3. Nieustannie szukaj sposóbu na zmniejszenie oporu. We wzorze: V=SLxSR (gdzie SL – długość kroku pływackiego a SR – częstotliwość ruchów) nasz naturalny instynkt biegnie w kierunku wzrostu SR w celu płynięcia szybciej. Lecz najszybsi pływacy na świecie to ci, którzy „wyciskają” najwięcej z każdego ruchu jaki wykonują. Kiedy doszedłem już do granic fizycznych możliwości człowieka w wodzie, chciałbym jeszcze zobaczyć granicę, do której człowiek może poprawić swoją wydajność.

4. Jeśli konieczne, bądź ostatni na swoim torze, gdy jest to potrzebne, aby ćwiczyć efektywne pływanie. Kiedy pływałem na zawodach, potrafiłem zrobić 43.1 sek. na 100 jardów kraulem, jednak często wolałem plywać jako ostatni na torze, aby bez rozproszenie koncentrować się na najlepszej technice. Przez 1.5 roku trenowałem w Irvine, Kalifornia dzieląc tor z Jason’em Lezakiem , najszybszym amerykaninem na 100m kraulem. Kiedy on był bez wątpienia najszybszy na basenie, zazwyczaj pływał jako ostatni, na palcach jednej ręki mogę policzyć systuacje kiedy płynął jako pierwszy.

5. Staraj się być najcichszym pływakiem na basenie. Praca na przekór wodzie jest męczoca i frustrująca. To co pozwala nam poruszać się cicho i płynnie , czyni nas bardziej wydajnymi.

6. Koncentruj sie na tym, aby być rozluźnionym – przy każdej prędkości. Najwięksi sportowcy w historii – Michael Jordan, Wayne Gretsky, Alexander Popov – pokonywali rywali samym faktem poruszania się jakby w zwolnionym tempie.

7. Podkreśl finisz, nawroty i fazę podwodną. Chociaż wszyscy pływacy mają to za cel (im jestem bardziej wytrzymały, tym więcej siły mi starczy na końcu wyścigu). Total Immersion naucza pływać bardziej ekonomicznie przy każdej prędkości…poszukując przewagi w wydajności kroku…rozwijając lepszą świadomość wyczucia tempa…wykorzystując „biegi” w pływaniu dla najbardziej optymalnej strategi podczas wyścigu…wygrywając każdy nawrót (zwłaszcza na treningach)…i łącząc umysł i ciało w kierunku określonego celu.

To jest własnie ta fundamentalna różnica: pływak konwencjonalny zwraca uwagę, aby na treningu wzmocnić kondycje; pływak TI jest skoncentrowany na technikach, które pozwalają wygrać wyścig. Nie chodzi o to co robimy na treningu – ale jak.

Joe Novak, rekordzista West Point’u na 50 i 100 jardów kraulem i 100 delfinem. Jest Head Coach’em w Cheyenne Mountain Aquatics Swim Team. Mieszka w Colorado Springs.

Opublikowano Delfin, Kraul, nauka, Ogólne, psychologia pływania, Technika, triathlon | 1 komentarz

Dwie połówki…rola mózgu w rozumieniu pływania.

Nasza ostatno zainicjowana dyskusja nt.pracy nóg w pływaniu niesie ze sobą potrzebę szerszego spojrzenie na funkcjonowanie naszego ciała i relacje jakie między sobą odgrywają poszczególe jego części, no i przede wszystkim nasz główny podmiot sprawczy; nasz mózg.

W celu mozliwości lepszego przyjrzenia się tej kwestii pragę pośłużyć się świetną pozycją Daniela H. Pink’a pt. „A Whole New Mind” w której to autor w stosunkowo prosty sposób określa podstawowe funkcje mózgu

…Dwie nasze półkule mózgowe nie działają za pomocą pstryczka, obydwie części mają role do odegranie we wszystkim co robimy, możemy śmiało powiedzieć, iż niektóre części mózgu są bardziej aktywne od pozostałych w tym co robimy. Neurolodzy podkreślają tutaj, że dwie nasze półkule mają dwa diametralnie różne podejścia do naszego działania, rozumienia świata i reakcji na wydarzenia. Po ponad trzech dekadach badań nad funkcją i rolą półkul, możemy bezspornie sprowadzić ich działanie do 4 kwestii

1) Lewa półkula kontroluje prawą stronę ciała, prawa półkula kontroluje lewą stronę ciała.

Podnieś prawą rękę. To nic innego jak działanie sprawcze lewej półkuli…jeśli poruszasz lewą stopą, to nie kto inny jak prawa strona twojego mózgu to zrobiła. Nasz mózg działa po przekątnej, dlatego np. udar prawej jego strony powoduje paraliż lewej strony ciała. Ponieważ ponad 90% populacji jest prawo ręczna, oznacz to iż u ponad 90% osób osób podstawowe czynności tj. pisanie, jedzenie czy posługiwanie się myszką jest kontrolowane przez lewą półkulę mozgu.

Działanie po przekątnej nie tylko odgywa rolę kiedy podpisujemy jakiś dokument, czy kopiemy piłkę. Oto inny przykład. Obróć głową powoli w lewo, po raz kolejny w dużej mierze prawa półkula kierowała tą czynnością. Teraz wykonaj ruch powoli w prawo, tym razem lewa półkula zadziałała…pomyśl przez chwilę o czynności angażującej podobny ruch – czyli powolne kierowanie głowy i wzroku z lewa na prawo. Podpowiedz…robisz to dokładnie teraz. W językach nowożytnych czytanie i pisanie wymaga ruchu z lewa na prawo a przez to gimnastykuje lewą półkulę mózgu. Język pisany, wynaleziony przez Graków ok. 550 lat p.n.e. jeszcze bardziej wzmocnił dominację lewej półkuli (przynajmniej na Zachodzie) co później człowiek Harvardu, Eric Havelock określił jako „alfabetyczny umysł”.

2) Lewa półkula jest sekwencyjna, prawa symultaniczna.

W jednym z podręczników neurologii napisano:

Lewa półkula jest całkiem dobra w rozpoznawaniu seryjnych zdarzeń – czyli takich odbywających się jedno po drugim, czy kontroli ciągu zachowań. Podstawowe funkcje wykonywane przez lewą półkulę obejmują: mowę, rozumienie tego co mówią inni, czytanie czy pisanie.

Dla odmiany, prawa półkula interpretuje bierzące zdarzenia. Ta część mózgu widzi szeroki obraz, obejmuje pełen kształt sytuacji i odpowiednio go interpretuje. Innymi słowy, prawa półkula to obraz, lewa natomiast to tysiąc słów.

3) Lewa półkula specjalizuje się w tekście, prawa w kontekście.

Tutaj najlepiej posłużyć się przykładem. Jeśli powiem, że Janek ma serce z kamienia, to moja lewa półkula natychmiast próbuje określić kim jest Janek, czym jest serce i jakie funkcje spełnia kamień, ale kiedy dosłowny sens tago określenia absolutnie do mnie nie przemawia, natychmiast uruchomiona zostaje prawa półkula, która ratuje sytuację i podpowiada, że Janek jest tak nie czuły, że w ogóle się nie przejął zaginięciem swojego pieska.

4) Lewa półkula analizuje szczegóły, prawa dokonuje ich syntezy.

Jedna z najważniejszych funkcji w interpretacji informacji, w dużym skrócie lewa półkula bierze udział w analizowaniu dostępnych informacji, prawa natomiast uczestniczy w składaniu jej fragmentów w jedną, spójną całość.

Jakie z tego płyną lekcje dla nas, dla osób pływających i próbujących poskładać swoje ruchy w jadną spójną całość. Po pierwsze lepiej koordynować elementy dziejące się po jednej stronie naszego ciała, np; prawa ręka, prawa noga zanim rozpoczniemy ich łączenie po przekatnej, np; prawa ręka lewa noga. Po drugie napewno ułatwi nam zrozumienie schematu działania łańcucha kinetycznego gdy zobaczymy jak poszczególne jego ogniwa ze sobą współgrają, bez przekonywującego obrazu, bardzo trudno jest wyciągnąć stosowne wnioski. Po trzecie, znajomość kontekstu w jakim działa mechanizm naszego ciała jest tak samo ważne jak dosłowny opis poszczególnych ruchów przez nas wykonywanych. Posłużę się przykładem; gdy płyniemy ciała nasze opiera się na dzwigni – czyli podparcie w dolnej jego części na skutek efektu łańcucha kinetycznego przenosi energię przez całe ciało i dostarcza ją w momencie lądowania ramienia w wodzie.

Opublikowano Delfin, grzbietowy, klasyczny, Kraul, nauka, oddech, Ogólne, praca nóg, psychologia pływania, Technika, trening na lądzie | 1 komentarz

O 2BK (dwuuderzeniowej pracy nóg)

Kilka ostatnich dni spędziliśmy na bardzo udanym obozie trenerskim w Krakowie. Jak jest w naszym zwyczaju, część zajęć nasi przyszli trenerzy spędzają pracując z różengo rodzaju pływakami. W ostatnim dni zorganizowliśmy dla nich 3 mini kliniki: 2BK, chwyt wody i Tempo – każda z nich trwała ok 20 min po czym uczniowie rotacyjnie przechodzili do kolejnego elementu technicznego. Wśród nich był Konrad, którego to te oto osobiste odkrycie sprowokowało do powstania tego artykułu.

Jest to mail jaki otrzymałem od Konrada dzień po zakończeniu obozu:

Cześć wszystkim totalnym zanurzeniowcom ! 😉
Przed kursem II stopnia miałem poważny problem z praca nóg w dwutakcie, to znaczy nie miałem pracy nóg. Podczas pierwszej próby doprowadziłem nawet jednego (co najmniej) trenera do rozpaczy ( lub lekkiego zdenerwowania). Wtedy też podjąłem decyzję, że jak inni pójdą pracować nad tempem , to ja jeszcze raz zajmie się pracą nóg. Ale dalej nie wychodziło. Co ostatecznie pomogło :

1. W wyniku tego co pokazywali  trenerzy zorientowałem się, że kopie się nogą z dolnego biodra. 

2 Ma to być połączone z rotacją wynikającą z ruchu rotacyjnego barków i całego ciała, ale to noga zaczyna ruch rotacyjny.

3 . Nie jest istotne czy stopa kopiąca  jest na górze czy na dole ważne jest tylko położenie biodra- na dole!

4 Kopnięcie  ma iść tylko w dół wskutek czego mamy pozwolić biodru  kopiącej nogi podejść do góry. ( jak na huśtawce). Ten efekt następuje sam, jeśli tylko podczas kopnięcia  w dół nie będziemy ,,przytrzymywać,,  biodra – trener wskazał na możliwość wyczucia tej pracy  w pozycji pionowej w wodzie. To była bardzo dobra rada! Należy stanąć na głębokiej wodzie i unosić się na nogach – wtedy praca jest idealna – noga w przód biodro w tył

2BK

2BK

5 Najlepiej zsynchronizować moment kopnięcia z pozycją biodra –  – na dole ! To wg mnie podstawa do wprowadzenie 2 beat kick 

6 Użyłem jeszcze własnego ćwiczenia na sucho.  Stajemy wyprostowani i pracujemy nogami jak przy skrętach na nartach, ale na prawie prostych nogach .  Skręt ma wynikać z odepchnięcia się palcami ( bez odrywania od podłogi) tej nogi z  biodrem bardzie z przodu ( jakbyśmy leżeli to to biodro było na dole) a potem , po zrotowaniu nóg i bioder , to samo tylko, że  drugą nogą w drugą stronę.

7. Największa moja trudność polegała na tym, że próbowałem pracować nogą w ten sposób , że i biodro i noga równocześnie szły do przodu – jak przy kopnięciu piłki. Właściwa praca ma być jak z wyżej opisaną huśtawką ( noga w dół – biodro do góry) i jak w ćwiczeniu w wodzie w pozycji pionowej z pracą nóg.

8. Połączenie 2 beat kick z pełnym ruchem daje niesamowita płynność i szybkość – niestety przejściowo zgubiłem umiejętność oddychania ;), ale dzisiaj był inny punkt treningu więc się nie przejmuję. 

 

Pozdrawiam Wszystkich 

 

Konrad 

Opublikowano Kraul, nasz gość, nauka, praca nóg, Technika, trening na lądzie | 4 komentarze

Zimowy challenge – 200m delfinem! Cz. 2

Jak już delfin nasz spełnia pewne kryteria poprawnej techniki i niskiej konsumpcji energii, możemy przystąpic do pływania powiedzmy jednej długości basenu ze ściśle określonymi punktami uwagi i tutaj jako te wiodące warto wymienić:

1) krótki ruch ramion pod wodą – za wszelką cenę musisz unikać odepchnięcia wody do tyłu, to nic więcej nie spowoduje poza tym, że się zmęczysz. Ramiona powinny po przekroczeniu linii barków kierować sie do wyjścia z wody. Odczułem to na własnej skórze, lub dokładniej na własnym systemie energetycznym, kiedy tylko ręce moje uciekały dosławnie kilka centymetrów zamocno do tyłu, odczuwalnie wzrastał poziom mojego zmęczenia.

Wczesne wyjęcie ramion z wody...

Wczesne wyjęcie ramion z wody...

2) Wczesne wyjście ramion spod wody poniekąd łączy się z kolejną kwestią, a mianowicie z szerokim lądowaniem na wodzie. Tutaj, najlepiej wyobrazić sobie, iż ramiona powinny nawiązać kontakt z wodą w okolicy godziny 10 i 14 ( analogia tarczy zegara). Daje to twojemu pływaniu podwójną korzyść…primo; krótszy czas w jakim ramiona pozostają nad wodą = krócej wykonywana praca, pamietaj, że tutaj mówimy o dystansie 200m jaki masz przepłynąc, każdy najdrobniejszy szczegół będzie się liczył. Kolejna rzecz to ustawienie ramion w gotowści do oparcia się o wodę i możliwości wykonania kolejnego cyklu, co jest utrudnione przy wąskim wejściu ramion do wody i zmusza pływaka do tzw „rozsuwania wody” czyli wydatkowaniu energii na coś, co nie ma przełożenia na ruch ciała do przodu.

szerokie lądowanie...

szerokie lądowanie...

3) niskie wyjście nad powierzchnię wody jest jakby zwięczeniem dwóch powyższych elementów, niejako w sposób fundamentalny przekierowuje cały wydatek energetyczny na ruch ciała do przodu, w wyniku poprawnego zastosowania tego elementu, ciało nasze powinno sprawiać wrażenie ocierania się o wodę klatką piersiową i wewnętrzną częścią ramion – jest to bodaj ten jeden chyba najbardziej kluczowy element w delfinie, który jeżeli wykonany zostanie prawidłowo, daje chyba największą satysfakcję – czuć wtedy, że poruszamy nasze ciało do przodu, a nie podrzucamy je do góry. Skutkiem tego powinno być dosłowne rysowanie brodą po tafli wody, ja dodatkowo wyczuwałem niewielkie turbulencje wody pod podbrudkiem, niewątpliwa oznaka niskiej płaszczyzny naszego ciała

nisko nad wodą...

nisko nad wodą...

W przypadku delfina wielu osób jak i moim te wskazówki okazują się zdecydowanie priorytetowe w nauczaniu i doskonaleniu tego stylu. Myślę, że warto abyś do nich sięgnął i jestem przekonany, że dystans jaki sobie zaplanujesz będzie do przepłynięcia wczesniej niż to sobie wyobrażasz.

Oto trening jaki wykonałem 8 listopada (dodam, że był on poprzedzony 4-5 tygodniowym przygotowaniem gdzie pływałem odcinki znacznie krótsze 50-100-150m)

Rozgrzewka:

5x100m – z zamkniętymi dłońmi ( w celu poprawy chwytu wody i lepszej stabilizacji ciała)

Część główna:

200m – delfin z koncentracją na wczesnym wyjściu ramion z wody

100m – grzbiet

200m – delfin z koncentracją na szerokim lądowaniu

100m – grzbiet

200m – delfin z koncentracja na niskim profilu ciała nad wodą

100m – grzbiet

Rozpływania:

100m – klasyczny ćwiczenia i pełen styl

200m – grzbietowy jednym ramieniem (10 ręka lewa/10 ręka prawa na 50m)

100m – kraul jednym ramieniem z pracą nad poprawą chwytu wody

Powodzenia i sukcesów w Twoim delfinie

Paweł Lewicki

Opublikowano Delfin, nauka, Technika | Skomentuj

Zimowy challenge – 200m delfinem! Cz. 1

Czy szukasz wyzwania na na nadchodzące tygodnie i miesiące, odczuwasz lekki przesyt kraula…podejmij zatem zimowy challange i przygotuj się do przepłynięcia 200m delfinem, gwarantuję, że doświadczysz wówczas dużo więcej krzyści, aniżeli pływając bez ustanku kraulem. Ba, więcej, osiągniesz pewien reset swojego kraula, który jest tak potrzebny po cięzkim okresie letnim.

Ja już tak zrobiłem i przyznam, że efekty są wprost niewyobrażalne, bowiem po dość intensywnym sezonie kraulowym, trwajacym u mnie od kwietnia do początku października odczuwałem lekki znużenie i efekt „utknięcia w miejscu” jeśli chodzi o efektywność pływania. W zeszłym roku już wpadłem na pomysł wprowadzenia treningu stylu zmiennego w sezonie zimowym,  ale nie było to aż tak usystematyzowane jak obecnie. Poprostu brak mi wówczas było jasno sprecyzowanego celu.

Ten rok okazał się przełomowy pod tym względem, bowiem już po powrocie z obozu na wodach otwartych w Turcji postanowiłem odłożyć kraula na półkę, i bez reszty oddać się pozostałym stylom. Na pierwszy ogień poszedł własnie delfin gdzie celem stało sie przepłynięcie równym i lekkim tempem 200m (na basenie 50-cio metrowym).

Jak sięgam pamiecią style krótkiej osi (delfin, klasyk) były zawsze moją mocną stroną, pamiętam nawet pochwały jakie zebrałem podczas kursu trenerskiego w 2003, to podbudowuje! Lecz pływanie tymi stylami przez ostatnie mięsiące i nawet lata stanowiło niewielki procent przepłynietych kilometrów. W sezonie letnim struktura treningu układa się mniej więcej 97% kraul a 3 % pozostałe style. Co jak widać okazało się nie być wcale takie złe. Pozwoliło nieco wyczyścić mięsniowy „twardy dysk” i zapisać go w nieco bardziej skuteczniejszej formie, w stylach jakie najbardziej ewaluowały przez ostatnie lata, a do nich bez wątpienia należy delfin oraz kraul.

Przejście ze starej techniki pływania delfinem na tzw. EasyFly, bez tego można zapomnieć o pływaniu jakiegokolwiek dystansu powyżej 25m, no chyba że jest się elitą. Zatem transformacja techniki leżała u podstaw budowy mojego dystansu. Co ciekawe, obecna technika delfina w swej prostocie jest wręcz niepojęta, składa się bowiem z 4 wręcz banalnych ćwiczeń, opanowanie których nie powinno zająć więcej niż 90min (tutaj oczywiście mija się z celem ich opisywania, radzę, abyście skorzystali z wiedzy naszych certyfikowanych trenerów bądź wzieli udział w warsztatach delfina).

Makeover techniczny musi być czymś co pozwoli promować oszczędność energii w tym stylu, bowiem słynie on z niezwykłej rozżutności, jak żaden inny styl potrafi naprawdę doprowadzić do skrajnego wyczerpania, już po kilku ruchach, ponadprzeciętnie pływającą osobę. Czyli uwaga; oszczędność przede wszystkim, a jak już wiecie z techniki kraula, jest ona dziecinnie prosta do nauczenia się.

W kolejnej odsłonie, krok po kroku, jak ułożyć sobie trening aby pływać dłuższy dystans delfinem.

Paweł Lewicki

Opublikowano Delfin, nauka, Technika | 2 komentarze

Moja przygoda z wodami otwartymi – wywiad z Rafałem Peplińskim

Po naszym ostatnim obozie na wodach otwartych postanowiłem poprosić jednego z uczestników o krótki wywiad przedstawiający historię jego drogi, od sposobu na rozpoczęcie „jakiejś” aktywności fizycznej do pływania kilku kilometrów dziennie w warunkach open water.

   Rafale, w jaki sposób i dlaczego rozpocząłeś pływanie?

Jak wiele osób o siedzącym trybie życia byłem posiadaczem sporego brzuszka. W roku 2009 postanowiłem coś z tym zrobić. Z jednej strony zacząłem zmienić swoje nawyki żywieniowe na bardziej zdrowe , z drugiej strony miałem świadomość że konieczny również będzie wysiłek fizyczny. W pierwszej kolejności mój wybór padł na klub fitness wyposażony w bieżnię na której spędzałem 2 – 3 godziny tygodniowo i w zasadzie jedynym powodem że to był ten rodzaj aktywności był fakt że klub zlokalizowany był po drodze pomiędzy moim miejscem pracy a domem co ułatwiało mi znacznie sprawę.

Jednak po kilku miesiącach zmieniło się miejsce mojej pracy i klub był teraz znacznie dalej no i nie po drodze więc zacząłem rozglądać się za nowym . Na moje szczęście w nowej okolicy nie znalazłem odpowiedniego miejsca , za to był basen. I tak w zasadzie się to zaczęło, trochę z przypadku

     Jakie były Twoje początki, czy napotykałeś jakieś szczególne problemy w nauczaniu pływania?

Miałem to szczęście że będąc dzieckiem chodziłem do jednej z niewielu w tamtych czasach szkół  posiadających własny basen, tak więc podstawy pływania zdobyłem już dosyć dawno . Pamiętam natomiast dzień kiedy pierwszy raz poszedłem na basen z postanowieniem regularnego pływania  (wtedy kiedy nie znalazłem klubu fitness w okolicy mojego nowego miejsca pracy). Po przepłynięciu 3-4 długości basenu i stwierdzeniu braku sił do dalszego pływania „wyczynowego” oraz prośbie pływającego na moim torze jegomościa bym przestał przeszkadzać mu w pływaniu moje pozytywne nastawnie zostało mocno nadwyrężone. Jednak po przyjrzeniu się pływającym osobom doszedłem do wniosku że skoro oni mogą to ja też, i powoli rozpocząłem regularne wizyty na basenie. Szybko okazało się że poprawia mi się wydolność organizmu i coraz lepiej sobie radzę z przepływanymi odległościami, jednak cały czas była to pewnego rodzaju walka z wodą i przykry obowiązek do wykonania w imię poprawy zdrowia. Sytuacja zmieniła się gdy  pewnego dnia spotkałem znajomego , który opowiedział mi o metodzie TI oraz jej filozofii bez wysiłkowego pływania. Zainteresowałem się materiałami w Internecie oraz pojechałem na pierwsze warsztaty. Tam dopiero podczas ćwiczeń oraz obserwując trenerów uświadomiłem sobie jak siłowe i nieefektywne było moje pływanie. Sporo czasu zajęło mi nauczenie ciała rozluźnienia oraz współpracy z  wodą tak bym odczuwał przyjemność z pokonywanych basenów.

Rafał na obozie pływackim

Rafał na obozie pływackim

      Co Ciebie motywowało do trwania przy tej dyscyplinie?

W początkowej fazie motywacją była chęć zrzucenia zbędnych kilogramów, jednak kiedy rozpocząłem treningi metodą TI zaczął wzrastać we mnie poziom przyjemności z pływania a treningi powoli stawały się przyjemną chwilą „dla siebie” w ciągu dnia  zamiast bycia przykrym obowiązkiem. Dodatkową motywacją do pływania jest obserwowalny rozwój moich umiejętności oraz to że metoda TI pozwala na ciągłe doskonalenie i rozwój techniki pływackiej. Nie bez znaczenia pozostaje również fakt że moje ruchy pływackie nabrały lekkości i gracji co jest częstym obiektem zazdrosnych westchnień innych użytkowników basenu a nic tak nie poprawia humoru jak świadomość że wysiłek i czas poświęcony treningom przynosi efekty.

      Jak to się stało, że zdecydowałeś się uczestniczyć w obozie Open Water w Turcji?

Pomimo że regularnie pływam na basenie i sprawia mi to dużo przyjemności nie zdecydowałem się nigdy na przepłynięcie dłuższego odcinka na wodach otwartych, chociaż przez ten czas okazje się zdarzały. Sądzę że wynikało to z braku poczucia odpowiedniego przygotowania oraz braku poczucia bezpieczeństwa. Kiedy dowiedziałem się o organizowanym obozie postanowiłem z jednej strony nauczyć się bezpiecznie poruszać po wodach otwartych pod okiem instruktorów a z drugiej strony sprawdzić czy odnajdę podobną przyjemność jak w pływaniu na basenie. No i muszę stwierdzić że przyjemność czerpana z pływania na basenie znacznie ucierpiała po tej konfrontacji. Po pokonaniu pierwszych oporów ,odnalezieniu równowagi w falującej wodzie oraz zdobyciu wiedzy jak nawigować odnalazłem poczucie wolności jakie daje pływanie w wodach otwartych.

     Czy trzeba być wyjątkowo silnym, sprawnym by w takim szkoleniu uczestniczyć?

Kiedy otrzymałem program na obóz w Turcji i przeczytałem punkt : Rozgrzewka 1,5 km byłem  dosyć mocno  przerażony. Jednak na miejscu okazało się że w wodach otwartych odległości pokonuje się zupełnie inaczej i dla kogoś kto potrafi przepłynąć jednorazowo interwał 500 – 700 m pokonywanie odległości kilkukilometrowych nie stanowi problemu. Nie uważam się za wyjątkowo silnego ani wysportowanego a podczas obozu nie miałem problemu z przepływaniem zaplanowanych na trening odległości  a dodatkowo odnajdywałem w tym wiele  radości

     Jak czujesz wpływ tego obozu Twoje pływanie?

Zdecydowanie jakość mojego pływania się poprawiła,  czuję dużą różnicę chwytu wody, który jest teraz pewniejszy. Kolejnym odczuwalnie zmienionym elementem , co w zasadzie mnie zaskoczyło ponieważ sądziłem że równowagę mam opanowaną w stopniu bardzo dobrym, było poprawienie równowagi oraz opływowości w wodzie. Zauważyłem że po obozie zacząłem  bardziej wydłużać pozycję ciała na wodzie oraz pływać z większym rozluźnieniem.

Dziękuję za rozmowę!

Rafał Pepliński – 38 lat, przedsiębiorca z branży informatycznej, mąż Marzenny i tata 12 letniej Aleksandry. Pasjonat literatury pięknej, fantastyki, jazzu, podróży no i oczywiście pływania.

Opublikowano Kraul, nasz gość, Technika, wody otwrte | Skomentuj

Grzegorz Wrona – o filozofi, wodzie i o tym dlaczego toniemy. Wywiad.

 

Nie ma nic bardziej tajemniczego od wody
O filozofii pływania, wodzie i granicach własnych możliwości, z Grzegorzem Wroną trenerem Total Immersion i pasjonatem freedivingu rozmawia Beata Frohlich

Od początku wakacji w polskich wodach utonęło więcej osób niż w całym poprzednim sezonie, jakby Pan to skomentował.
Utonięcia, to naturalny sposób eliminacji frajerów ze świata. Wiem, że brzmi to kontrowersyjnie, albo nawet obrazoburczo, bo przecież o zmarłych powinno się mówić dobrze, albo nie mówić wcale. Ale właściwie dlaczego? Może darujmy sobie tę hipokryzję. Przecież utonęli, bo byli głupi i nie nazywając tego faktu po imieniu, pośrednio wysyłamy na tamten świat następnych.  Tłumaczenie, że ktoś się utopił, bo woda była w tym miejscu głęboka, złapał go skurcz, czy pojawiła się fala cofająca, która występuje nad morzem , to stawianie wozu przed koniem. Ludzie topią się przede wszystkim dlatego, że nie umieją pływać.  Reszta, tylko ujawniają tę nieprzyjemną prawdę.
Jakoś nie mogę sobie wyobrazić żeby Maichel Phelps (wielokrotny mistrz olimpijski), utopił się z powodu skurczu łydki, dużej głębokości, czy piwa, na które pozwolił sobie przed wejściem do wody.  Paradoksalnie topić zaczynamy się już na brzegu i to często na wiele lat przed samą tragedią.
W jaki sposób?
Na przykład unikając w szkole zajęć wychowania fizycznego na basenie. Nikt nie topi się dlatego, że przy nagłym szkwale oberwał bomem i wypadł z jachtu. Utopił się, bo jeszcze na brzegu nie założył kamizelki ratunkowej wiedząc, że idzie żeglować.  Nikt nie utopił się bo wypił piwo i poszedł pływać. Utopił się dlatego, że był durniem, który pod wpływem alkoholu przecenił swoje możliwości, a w wolnym czasie zamiast uczyć się pływać siedział w pubie.  Topielcy to nie ofiary głębokości, fali, czy baru na plaży. To ofiary samych siebie.  Warto w tym miejscu przytoczyć słowa św. Augustyna, który powiedział „kochaj i rób co chcesz”. Jeżeli się kogoś naprawdę kocha nie wyrządzi mu się krzywdy.   Sparafrazujmy te słowa mówiąc: „naucz się dobrze pływać i rób co chcesz”.  Jest mało prawdopodobne, że dobremu pływakowi przydarzy się w wodzie niemiła niespodzianka

To dlaczego tak wiele osób nie umie w ogóle pływać, albo pływa kiepsko?
Myślę że są trzy powody. Starsze pokolenie nie miało takiego dostępu do wody jaki mamy dzisiaj. Parki wodne i kryte pływalnie zaczęły wyrastać w Polsce jak grzyby  po deszczu dopiero od niedawna. Po drugie, są ludzie których aktywność fizyczna w ogóle nie interesuję. Pokolenie „homointernautus” gotowe jest każdą wolną chwilę poświęcić na hodowanie garba przed komputerem. Od obowiązkowej matematyki na maturze nie przybędzie nam inżynierów, a co najwyżej ludzi bez matury, ale umiejętność pływania, jako warunek ukończenia szkoły średniej, być może uratowałby życie niejednemu zdolnemu matematykowi
Inną sprawą są mało skuteczne, a często wręcz zniechęcające metody uczenia pływania i to jest trzeci powód.
Jaki nauczyciel taki uczeń?
Można tak powiedzieć. Instruktor pływania stojący na brzegu z tyczką w garści, gadający przez telefon komórkowy w trakcie zajęć, wydzierający się na swoich podopiecznych niczym kapral w wojsku, wpisał się skutecznie w krajobraz polskiej pływalni. Ale taki scenariusz lekcji pływania to nieporozumienie. Nieporozumienie, które stało się normą.
Są lepsze scenariusze?
Są metody które czynią cuda, trzeba tylko o nich wiedzieć i chcieć je poznać.
Sam jestem instruktorem pływania metodą tradycyjną, czyli takim od stania z tyczką, ale przede wszystkim trenerem Total Immersion  i z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że nauka pływania metodą Total Immersion w porównaniu z tradycyjnymi metodami, to prawdziwa rewolucja.
Na czym polega różnica?
Wśród instruktorów pływania można usłyszeć opinię, że około 30% ludzi nigdy nie nauczy się pływać, bez względu na chęci i starania. Żaden trener Total Immersion nie podpisałby się pod tym. Pływać można nauczyć każdego, trzeba tylko wiedzieć jak się do tego zabrać. Na kursy Total Immersion zgłaszają się często osoby pływające jedynie tzw. „rozpaczliwcem”. Zamiast pływać walczą o życie.  Po paru dniach kursu wzbudzają na basenie zazdrość.
W czym tkwi tajemnica?
W zupełnie innej filozofii pływania. Metoda Total Immersion przypomina bardziej uprawianie jogi albo Tai Chi. Siła, kondycja, czy warunki fizyczne nie mają tu znaczenia. Liczy się przede wszystkim umysł, dopiero później mięśnie. Total Immersion, to technika  pływania bezwysiłkowego, dlatego często korzystają z niej triatloniści, czy pływacy długodystansowi.
Tradycyjna metoda nauki pływania, to zwykle wielogodzinna mordęga z deską, a przecież zdając egzamin na kartę pływacką, czy żółty czepek nie będziemy pływać z deską.
Jak szybko można się nauczyć pływać stosując metodę Total Immersion
Kurs pływania metodą TI trwa zaledwie parę dni. Zarówno dla początkujących jak i zaawansowanych pływaków. Co prawda są to bardzo intensywne zajęcia i odbywają się nie tylko w wodzie.  Trenerzy Total Immersion jako jedyni, prowadzą w trakcie kursu również zajęcia teoretyczne i wykłady.  Tłumaczą  i przygotowują do tego, co słuchacz za chwilę będzie ćwiczył w wodzie. Jest to ważne, bo zajęcia w wodzie nie przypominają w ogóle tradycyjnej nauki pływania.  Jeżeli nie poznamy i nie zrozumiemy zasad decydujących o płynności i gracji poruszania się w wodzie „na sucho”,  to nasza intuicja sama nam tego nie podpowie. Między innymi dlatego podczas zajęć kursanci są wielokrotnie filmowani, zarówno z powierzchni wody, jak również pod wodą.  Błędy, które popełniają, ale też ich mocne strony są później dokładnie wspólnie analizowane i poprawiane. W metodzie Total Immersion  nie ma znaczenia, czy ktoś jest znakomitym pływakiem, czy stawia dopiero pierwsze „kroki pływackie”. Każdy przechodzi te same etapy szkolenia. Panuje nawet opinia, że nieumiejący pływać uczą się szybciej.
Skoro  metoda jest tak skuteczna, to gdzie tkwi haczyk. Inaczej mówiąc, czy  pływanie metodą Total Immersion ma jakieś wady?
To cena i dostępność kursu. Godzina lekcji pływania metodą TI jest trzy – do czterech razy droższa od metody tradycyjnej.  Ale warto pamiętać, że decydując się na tańszy, ale mało efektywny kurs tradycyjny, który będzie ciągnął się miesiącami w efekcie zapłacimy więcej.  W  ekonomi zwykle zły, bo tańszy pieniądz wypiera dobry. Warto o tym pamiętać i nie dać się nabrać.
Niedawno na basenie widziałem instruktora uczącego  pływania kraulem stylem „kajakowym. Łza mi się w oku zakręciła, bo takim kraulem pływało się 40 lat temu . Od tamtej pory kraul bardzo się udoskonalił. Ciekawe gdzie przez ten czas był Pan instruktor..?
Wspomniałem o tym, bo jest to problem etyki zawodowej. Trenerów i pływaków Total Immersion obowiązuje japońska filozofia „Kazein”.  Rodzaj kodeksu honorowego,  nakazującego ciągłe doskonalenie siebie, nie tylko jako pływaka, czy nauczyciela, ale także jako człowieka w ujęciu szerszym wręcz holistycznym.
Jakie to ma praktyczne przełożenie na naukę pływania?
 Jeżeli trener TI będzie szedł na łatwiznę i na przykład uczył pływać stojąc na brzegu basenu,  samemu nie wchodząc do wody, albo kierując się źle pojętym zyskiem będzie uczył zbyt wielu kursantów jednocześnie, to straci licencję. To ważne, gdy mowa o jakości usługi, za którą kursant musi przecież zapłacić.
 Myślę, że Total Immersion jest najbardziej efektywnym sposobem pływania na świecie i najskuteczniejszą metodą nauki pływania. Być może również dlatego, że jest efektem współpracy trenerów i co ciekawe projektantów okrętów podwodnych.  Sumą doświadczeń sportowców i inżynierów.  To wszystko zdecydowało, że dzisiaj pływacy Total Immersion, to bez wątpienia awangarda.
Gdzie można nauczyć się tak pływać?
Trenerów TI w Polsce da się przysłowiowo policzyć na palcach jednej reki i to jest właśnie druga wada tej metody. Ale jesienią chcemy rozpocząć naukę i doskonalenie pływania metodą Total Immersion także w Nowym Sączu. Na razie przy sądeckim AZS-ie, ale.również na pływalni miejskiej. Marzy nam się w przyszłości stworzenie sądeckiej drużyny Masters, która wykorzystując techniki Total Immersion, mogłaby konkurować w zawodach z najlepszymi zespołami Mastersów w Polsce.
Na czym polegają zawody Masters?
Może w nich uczestniczyć każdy, kto nie jest wyczynowym pływakiem. Poza tym zawodników Masters obowiązuje podział na kategorie wiekowe. Daje  to szanse na sensowną rywalizację ludziom w różnym wieku.
No właśnie, czy jest jakaś granica wieku do której jeszcze możemy nauczyć się pływać, a od której nasze wysiłki będą  tylko syzyfową pracą.
Przede wszystkim każdy z nas umiał kiedyś pływać. Niemowlę instynktownie utrzymuje się na wodzie, a zanurzone potrafi wstrzymać oddech nawet na 40 sekund. Tę instynktowną umiejętność tracimy, kiedy zaczynamy chodzić. Pływanie jest więc rodzajem wiedzy zapomnianej, a nauka pływania w dużej mierze przypominaniem sobie siebie samego.
A jeżeli chodzi o granicę….?  Jaques Mayol legenda freedivingu w wikeu 70 lat nurkował bez problemu na głębokość 40 m bez aparatu oddechowego. Potrafił wstrzymać oddech pod wodą na ponad 4 minuty. Niemiecka reżyserka filmowa i dokumentalistka „Leni” Riefenstahl nauczyła się nurkować w aqualungu dobiegając 80 lat. Nakręciła film o podwodnym życiu oceanu, który zaprezentowała w swoje setne urodziny.
 Ale zostawmy sport i nurków, zostawmy scherpów wchodzących na Mount Everest w wieku 80 lat , siedemdziesięcioletnich maratończyków, czy triatlonistów. Niemiecki filozof Hans Georg Gadamer zaczął się uczyć języka angielskiego, żeby prowadzić wykłady w USA w wieku 85 lat i nauczył się. Ożenił się z kobietą młodszą od siebie o 40 lat, a wtedy o viagrze jeszcze nikt nie słyszał. 
Wynika z tego, że to sami sobie stawiamy sztuczne granice i sami je możemy przekraczać .
To na co nas stać i w jakim wieku, jest w dużej mierze sprawą kulturową, a nie obiektywną. Najlepiej widać to na przykładzie emerytów odwiedzających w lecie greckie, hiszpańskie, czy portugalskie wybrzeża. Francuzi, Hiszpanie , Włosi grają w tenisa, nurkują, uprawiają snoorking, czy wind surfing. Polskich emerytów często interesuje głównie to, czy „szwedzki stół” w hotelu wystarczająco się ugina pod ilością żarcia i czy w pobliżu są oprócz nich jeszcze jakieś zabytki. To jacy będziemy, kiedy nastanie tzw. jesień życia zależy w dużej mierze od nas samych. Czy mając w końcu czas tylko dla siebie, spożytkujemy go poznając świat, czy zmumifikujemy się żywcem, oglądając seriale w telewizji, to tylko nasza decyzja, podjęta z resztą w młodości.
Czym skorupka za młodu nasiąknie tym na starości trąci?
Jest w tym sporo prawdy. Sprawności fizycznej, czy umysłowej nie nabywa się z dnia nadzień. To efekt świadomej pracy nad sobą przez wiele lat. Ale w odróżnieniu od pracy w korporacji, tym razem zysk będzie należały do nas. Jesteśmy w końcu tylko tacy, jacy chcemy być.
Jest Pan zdania, że pływanie wykracza poza wąsko pojęty sport. Według Pana to rodzaj filozofii życia.
Umiejętność pływania otwiera drzwi do nurkowania, żeglarstwa, freedivingu, które jeżeli staną się  pasją to podobnie jak alpinistyka, nie dadzą się już zredukować tylko do technicznej sprawności.  Wokół nich zaczniemy organizować swoje życie i dzięki nim pełniej je przeżywać.
Woda zajmuje 70% naszej planety. Nie potrafiąc pływać ograniczamy sobie dostęp do tej ogromnej  i fascynującej przestrzeni.
Być może  dlatego według starożytnych Greków, człowiek wykształcony powinien obowiązkowo umieć czytać, pisać i pływać . Notabene ciekawe ilu dzisiejszych wybitnych historyków, czy filozofów, specjalizujących się w starożytnej Grecji, ówcześni Grecy uznaliby za nieuków.
A wracając do nieszczęśników, którzy topiąc nie doczekali końca wakacji zacytuję rumuńskiego myśliciela Emila Ciorana, który powiedział kiedyś, że nie ma nic bardziej tajemniczego od wody.  A do tajemnicy należy się odnosić  z pokorą i szacunkiem. Jeżeli będziemy mieli wystarczająco dużo pokory i szacunku do wody statystyki utonięć  zaczną spadać.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj