Sun Yang – pod lupą.

Oto mail jaki kilka dni temu dostałem od zaprzyjaźnionego uczestnika warsztatów i znakomitego pływaka z Krakowa, Piotra Klimczaka…

 

Otóż – wracając do timingów Yanga z rekordowego półtora kilometra w
Szanghaju wygląda to tak:

4.00.2 prawa w dół (zaczyna pracę) wydech
   0.3 lewa wchodzi (zaczyna napłynięcie)
   0.6 wdech
   1.0 prawa wychodzi (kończy pracę)
   1.1 lewa w dół (zaczyna pracę) wydech
   1.3 prawa wchodzi (zaczyna napłynięcie)
   1.9 lewa wychodzi (kończy pracę)
   2.2 prawa w dół (zaczyna pracę) wydech
   2.3 lewa wchodzi (zaczyna napłynięcie)

(bezpośredni link do fragmentu, który analizowałem:

http://www.youtube.com/watch?v=XvM3JYC–hM#t=1m45s
- sprawę ułatwia, że jest w zwolnionym tempie)

I tak:

   Praca w cyklu: 0.8s 40%
   Napłynięcie: 0.8s 40%
   Przeniesienie: 0.4s 20%
______________________________
   Długość cyklu: 2s 100%

Przy ‘kajakowaniu’ natomiast nie ma napłynięcia, a technika wymusza
podział czasu praca/przeniesienie po 50%, skoro ramiona pracują
na przemiennie.

O co mi chodzi? Otóż:

 a) ramię jest przenoszone DWA RAZY SZYBCIEJ, niż pracuje
 b) ramię TYLE SAMO czasu pracuje, co leży (~odpoczywa!)
 c) przeniesienie zajmuje TYLKO JEDNĄ PIĄTĄ czasu całego cyklu
 d) praca ramienia zaczyna się tylko 0.1s przed wejściem drugiego
 e) oddycha tylko na prawo, raz na cykl
 f) dwa na cykl(!) momentalne wydechy równoczesne z początkiem pracy
 g) płynie w całkowitym zanurzeniu, sięgając tylko po powietrze

Skoro tak się bije rekord świata, myślę, że można to spokojnie
potraktować jako wzorzec timingu na długie dystanse, prawda?

Kompensując niepływalność
Piotrek

Moja odpowiedź:

         Tak, jest znakomita analiza techniki mistrza, nic dodać, nic ująć. Mogę jeszcze zachęcić do zwrócenia uwagi na łańcuch kinetyczny jaki w trakcie cyklu dwukrotnie przechodzi przez ciało Yang’a, proszę przyjrzeć się tym momentom:

4.01.1 – lewy nadgarstek idzie w dół, nieznaczny ruch lewej stopy do góry

4.01.2 – lekkie ugięcie ręki w lewym łokciu (łokieć wciąż nieruchomo), lewa pięta przy powierzchni wody

4.01.3 – dynamiczny ruch lewej stopy w dół, lewe ramię pod kątem 90 stopni (łokieć wciąż nieruchomo, Sun posługuję się tylko przedramieniem), pojawia się prawa ręka

4.01.4 – lewe ramię jest „złamane” pod kątem 90 stopni (łokieć wciąż w miejscy, przedramię jest wertykalne – najmocniejsze oparcie ciała o wodę), lewa noga wyprostowana, prawe ramie nie jest jeszcze w pełni wyprostowane

4.01.05 – lewe ramię mija bark (od łokcia do palce cały czas wertykalne), nogi w stanie spoczynku, prawa ręka wyprostowana

4.01.6 – lewe ramię mija klatkę piersiową (wciąż z przedramieniem nic się nie zmienia – jest wertykalne), prawe ramię już wyciągnięte a palce luźno

4.02.1 – ugięcie nadgarstka prawej ręki w dół, prawa noga nieco wcześniej ugięta w kolanie. cały schemat zostaje powtórzony na drugiej stronie pływaka.

Na co pragnąłem zwócić uwagę:

1) cały łańcuch kinetyczny rozpoczyna się ugięciem nadgarstka w dół („złamanie” nadgarstka poprzedza „złamanie” łokcia)

2) tuż za przygotowanie nadgarstka, następuje przygotowanie stopy, przez podniesienie jej do góry – dzieje się to w dolnej części ciał, to tak jakby naciągać sprężynę, gromadząc tym samym potężną dawkę energii

3) w chwili największego ugięcia ramienia w stawie łokciowym, następuje ruch stopy w dół – i to jest decydujący moment, bowiem w chwili tej jest uwalniana energia z górnej części ciała, która łączy się z ruchem górnego biodra w dół i wejściu górnej ręki do wody

4) energia w wszystkich możliwych źródeł zostaje uruchomiona w jednej chwili: oparcie prowadzącym przedramieniem o wodę, dynamiczny ruch stopą w dół i wejście górnej ręki do wody – w skutek tego pływak osiąga w danej chwili maksymalną prędkość, utrzymanie której zależeć będzie od jego umiejętności unikania oporu wody.

Pozdrawiamy!

 

 

Opublikowano Kraul, Technika, oddech, praca nóg | Skomentuj

Samemu czy w grupie…

Oto mail jaki otrzymałem kilka dni temu…
 
Zdradzę Panu najskrytsze myśli, a właściwie obawy jakie miałem przed warsztatami. Otóż większość ćwiczeń z jakimi się zetknęliśmy na warsztatach jest oczywiście osiągalna w sieci i dlatego miałem duże wątpliwości, że skoro wiem jak wyglądają te ćwiczenia i jak mi się zdawało umiem je wykonać, to czy warsztaty są mi w ogóle potrzebne..? Na szczęście zdecydowałem się na nie i już na początku zorientowałem się, że samodzielnie ćwiczyłem niedokładnie, może nawet niechlujnie, byle tylko je „zaliczyć” i przejść do pływania..
 
 
Wczytując się w program treningowy opatrzony uwagami dociera do mnie, że ćwiczeń tych nie da się lekceważyć jeśli chce się nauczyć pływać fishlike. Dodam, że w czasie pierwszego wejścia do basenu po naszych warsztatach, byłem pełen obaw czy nie zapomnę ćwiczeń, czy odtworzę je prawidłowo, ale na szczęście nie jest ich aż tak dużo, za to znacznie więcej jest punktów uwagi. Oczywiście nie oparłem się pokusie zrobienia kilku długości basenu pełnym stylem i od razu zauważam, że przyjemne bo niemęczące na tym etapie mojej nauki jest tylko pływanie powolne z „leniwymi” ale celowymi, jak najbardziej prawidłowymi ruchami i z jednym dla danego odcinka basenu punktem uwagi. Co ciekawe, ta przymusowa koncentracja na jakimś wybranym zadaniu, czy to włożeniu ręki (kończyny górnej;) ) do skrzynki na listy czy na rozluźnieniu dłoni w czasie sunięcia po szynie, powoduje, że póki co ten mój trening mnie nie nudzi, a przedtem bywało z tym różnie:) Podchodzę serio do nauki pływania i trzymam się na razie zasady 90% czasu w basenie to ćwiczenia, a 10% przeznaczam na pływanie.
Poza tym przyjemnie jest przyglądać się swojemu własnemu pływaniu i maleńkim postępom. Widzę potrzebę myślenia nad tym co się robi w wodzie szczególnie na przykładzie dziwnej trudności rozluźnienia dłoni ręki prowadzącej w czasie ślizgu po szynie, dłoń uparcie pozostaje prosta w stosunku do przedramienia i usztywniona (nie tylko ja mam ten problem inni kursanci także), ale refleksja nad tym, że odpowiada za to prawdopodobnie moje przekonanie, iż płaska dłoń sunąca przez wodę daje jakąś podporę ciału dzięki czemu nie tonę, a przecież to równowaga podłużna ciała na osi głowa – nogi pozwala szybować pod wodą, a nie jakieś podpieranie się płaską dłonią. Tak krok po kroku, mam nadzieję uda się wyeliminować główne błędy w równowadze i opływowości, a tym samym zbliżyć się umiejętnościami pływackimi do naszych wzorów:) O dziwo, kiedy teraz mogę patrzyć na innych pływaków bardziej analitycznie – dzięki warsztatom – stwierdzam, że Terry Laughlin wkłada ręce do wody dosyć płasko, nadgarstek i łokieć niemalże w tym samym momencie, natomiast Shinji Takeuchi robi to dużo ładniej, a zatem, każdy ma coś do poprawienia w swoim stylu, nawet po dziesiątkach lat pływania:) To pozwala nie być zbyt surowym wobec własnego stylu;)
 
A oto moja odpowiedź

Dziękuję bardzo za Twoje, jakże bardzo osobiste i wnikliwe spostrzeżenia na temat zestawienia wiedzy jaką posiadałeś przed warsztatami z tym co Cię spotkało w trakcie ich prowadzenia, a przede wszystkim, cieszy nas to, że mogliśmy Ciebie jeszcze czymś zaskoczyć:-)

Celem naszych warsztatów było na pewno dość zdecydowane działanie mające na celu dwie podstawowe rzeczy: 

1) wykasowanie naszych typowo ludzkich nawyków związanych z poruszaniem się w wodzie

2) nabranie cech typowych dla pływania Fishlike, poprzez zmianę sposobu myślenia, a później działania w wodzie

3) rozpoczęcie na nowo uprawianie tej dyscypliny bardziej jako sztuki, niż sportu (z kładzeniem większego nacisku na grację, jakość i artyzm, niż fizjologię)

Otóż, często się dzieję, gdy zwłaszcza próbujemy sami zrealizować kroki powyżej przedstawione, bardzo rzadko mamy szansę na sukces. Najczęściej zawodzi punkt 1 związany z ze zmianą naszych instynktów typowo lądowych, a próba użycia Total Immersion jako jedynie „okładu” na wadliwą technikę pływania okazuje się być półśrodkiem nie wystarczającym do dokonania potrzebnej przemiany w naszej świadomości, a tym bardziej na dotarcie do struktury ruchowej i dokonanie w niej potrzebnej przebudowy.

Dlatego sposób nauki „od zera” tak jakby to był nasz pierwszy dzień w wodzie jest najskuteczniejszym podejściem do pełnej i nieodwracalnej zmiany w naszych nawykach ruchowych, ograniczających powrót do przeszłości, czyli do pływania dawnego, nieefektywnego.

Tak dalej trzymaj!

Opublikowano Ogólne, Technika | Skomentuj

Czego możemy nauczyć olimpijczyka.

Ostatnie kilka dni spędziłem w Szwecji gdzie wspólnie z przyjacielem i trenerem TI Mat’em Hudsonem poprowadziliśmy warsztaty I i II stopnia w niewielkiej miejscowości Orebro w pobliżu Sztokholmu. Basen właściwie niczym się nie wyróżniający, chyba wybudowany w połowie lat 60-tych, warunki powiedziałby, że dość przystępne, co natomiast zaskoczyło, to zapał i uznanie ze strony Szwedów w kierunku nowatorstwa i technologicznej precyzji jaką posługuje się TI. W nacji nordyckiej, do jakiej należą bez wątpienia Szwedzi, gdzie jak udało nam się dowiedzieć od naszych gospodarzy, powściągliwość i umiar, zwłaszcza w okazywaniu swych emocji stawiane są jako jedna z cech narodowych, reakcja uczestników szkolenia na jego efekty przeszła chyba najśmielsze oczekiwania najbardziej nordyckich Szwedów. Myślę z całą pewnością, że to był dopiero początek prawdziwej przygody z Total Immersion jaka czeka w najbliższym czasie Szwedów.

Kilka dni później niemiła niespodzianka jaka mnie spotkała, przerodziła się w okazję do poczynienia kilku bezcennych i ważnych obserwacji. Otóż samolot, na który się spóźniłem, zmusił mnie do 2 kolejnych dni pobytu, tym razem w Goeteborgu, co sprawił, że udało mi się odbyć trening z byłą pływaczką olimpijską ( Seul 88′) obecnie mistrzynią świata Masters w klasyku Anna -Karin. Jest ona osobą, która zapewne zostanie pierwszym trenerm TI w Szwecji, zatem spotkanie nasze miało za cel pokazanie Annie na czy polega pływanie Total Immersion, jak również przeprowadzenie z nią krótkiej sesji wprowadzającej w meandry równowagi, opływowości i napędu.

Anna-Karin Lundin

Anna-Karin Lundin

Jak później się okazało, to co dla osób zaznajomionych z TI (choćby ukończone warsztaty) jest czymś niemal oczywistym, dla pływaka elitarnego staje się czymś tak nowym, że wręcz nie wykonalnym. Zatem zajęło nam ładnych kilka minut i  stosunkowo dużo psychicznie intensywnej pracy, aby Anna była w stanie znaleźć bezwysiłkowe oparcie o wodę. Jak dotychczas jej równowaga w wodzie w kraulu opierała się głównie na pracy nóg (znakomita elastyczność stawu skokowego ), co byłoby raczej nie wykonalne w przypadku większości z nas. Dlatego pierwsze chwile każdych zajęć rozpoczynamy od nauki elementów tak prostych, że często pomijanych przez zawodowych pływaków lub będących czymś zupełnie tak naturalnym w ich przypadku, że nie przywiązują do tego najmniejszej wagi. To trochę tak jak z oddychaniem na lądzie, większość, o ile nie wszyscy, wie jak to robić i nawet robi to całkiem nieźle, ale gdyby przyszło do próby diagnozowania procesów kryjących się za czynnością tak dla nas banalną, mielibyśmy zapewne problemy.

Anna-Karin bez wątpienia należy do wybitnych zawodniczek, a fakt znalazienia u niej możliwości dalszej poprawy techniki pływania lub odkrycia czegoś nowego, świadczy o szerokich możliwościach zastosowania TI, począwszy od osób stawiających swoje pierwsze kroki w wodzie lub poprawiających swoją obecną technikę ( największa grupa naszych kursantów na całym świecie), aż po byłych olimpijczyków i mistrzów świata Masters.

Wniosek z tej lekcji płynie taki; o jednej rzeczy musimy pamiętać wchodząc do wody, ona nie rozróżnia kim tak naprawdę jesteśmy, traktuje wszystkich jednakowo i sprawiedliwie.  Zatem zasady w niej obowiązujące dotyczą każdego, bez względu na umiejętności i ilość zdobytych medali. Możemy być zupełnie początkującym, bądź już zaawansowanym zawodnikiem, nie mniej jednak pryncypia hydrodynamiki z pewnością o nas się i tak upomną i jeżeli nie poczynimy świadomych kroków w celu dostosowania się do specyfiki tego środowiska, na pewno zostaniemy sowicie ukarani.

Życząc wielu udanych tego typu lekcji w wodzie, którym zawsze będzie towarzyszć odkrywanie czegoś nowego i lepsze poznawanie samego siebie. Zachęcam wszystkich do ciągłego doskonalenia naszych podstawowych umiejętności równowagi, opływowości i napędu. Tego właściwie nigdy nie sposób przedawkować!

Opublikowano Kraul, Ogólne, Technika | Skomentuj

Pokochaj codzienność – droga do mistrzostwa.

Czym jest mistrzostwo, czyli najwyższy stopień ludzkich możliwości w wykonywaniu powierzonej mu czynności w sporcie, sztuce, w życiu. Kiedykolwiek obserwujemy mistrza w działaniu, czy to będzie znakomity pływak, czy wirtuoz skrzypiec bądź też mechanik samochodowy, od razu do głowy przychodzi nam skojarzenie z wrodzonym geniuszem i czymś do czego my aspirować nie możemy. Jest jednak zupełnie inaczej, zdobywanie mistrzostwa to nic innego jak dość złożony proces, podczas którego czynność początkowo niedostępną z czasem i dzięki ćwiczeniom staje się dla nas coraz bardziej  prosta i zrozumiała. Zatem każdy może stać się mistrzem, każdy kto stawia przed sobą cele dające mu odpowiednie wyzwanie, bez względu na to z jak niskiego pułapu rozpoczynamy naszą wspinaczkę na szczyty.

Pływanie z pewnością możemy zaliczyć do czynności spełniających kryteria dochodzenia do mistrzostwa, ze względu na specyfikę środowiska wodnego, które powoduje, że pływanie staje się antytezą genetycznie zaprogramowanej umiejętności. Starając się poruszać w wodzie instynktownie, choć byśmy chcieli, wychodzi nam to marnie. Nie mniej jednak, nasze DNA może nie jest stworzone do naturalnego pływania, zostało za to stworzone do w miarę optymalnego uczenia się przez cały czas egzystencji człowieka na ziemi. I to co nas odróżnia od innych stworzeń zamieszkujących ten świat, to właśnie dążenia do mistrzostwa w rzeczach, do których nie zostaliśmy genetycznie zaprogramowani.

Obraz mistrza

Obraz mistrza

Mistrzostwo w pływaniu to nie koniecznie przepłynięcie 100m poniżej minuty lub dystansu Ironman’a poniżej godziny, ani też perfekcyjne posługiwanie się techniką stylu motylkowego. Jest to przede wszystkim połączenie możliwości jakie daje nam umysł z tym do czego zdolne jest nasze ciało, w pracy nad sobą zapewniąjącej brak rozkojarzenia i znudzenia oraz cierpliwość i skupienie uwagi potrzebne do pracy w kierunku wyznaczonych nam celów. Ten sposób zdobywania nowych nam umiejętności daje możliwość nauczenia się niemal wszystkiego.

Pierwszą lekcją będzie wartość i zdolność oddania się ciągłemu procesowi dochodzenia do celu, z pominięciem wszelkich dróg na skróty prowadzących do jego osiągnięcia, a zapewniających łatwość i  szybkości w jego zdobyciu. Z pozoru kuszące, ale gdy będziemy pamiętali, że to „zbocza góry podtrzymują życie, a nie jej szczyty” to łatwiej będzie uniknąć chęci tymczasowych rozwiązań, a droga na skróty nie będzie już taka piękna i atrakcyjna. Tylko kultywując umiarkowane oczekiwania, a w momencie przełomowym, gdy odczuwamy znaczny postęp i poprawę naszych umiejętności, nie ukrywajmy radości lecz i nie porzucajmy tego co robimy. Trenujemy dalej, w kierunku kolejnego przełomu.

Podstawową wiadomością dla dążących do osiągnięcia mistrzostwa jest fakt, że każdy akt nauczanie czegoś wymagającego składa się z krótkiego okresu nagłego zrywu do przodu i długiego okresu stagnacji, ale za każdym razem na nieco wyższym pułapie. Właściwa strategia wobec takiej prognozy polegać powinna na przygotowaniu się na trwające momenty przestoju i oddaniu się czynnościom dla samego faktu ich wykonywania, bez względu na efekty. Takie sporadyczne okresy zrywu do przodu nie oznaczają, że postęp następuje tylko wtedy. W tkance komórkowej, w tym czego nie widzimy, nauczanie i adaptacja następują nieustannie pod warunkiem, że ciału dostarczane są bodźce wymagające koncentracji i skupienia.

Powtarzając to samo, czy jest widoczny postęp czy go nie ma, jest najlepszym sposobem na utrzymanie się na drodze do mistrzostwa. Unikanie w takiej sytuacji frustracji brakiem postępów jest nieodzownym aspektem dążenia do sukcesu. Pokochanie codzienności i wykonywania ćwiczeń dla samego faktu ich wykonywania to cecha wyróżniająca tych najlepszych z pozostałej reszty. Twój trening pływacki  może i powinien dostarczyć porządku i ładu w miejsce gdzie znajdował się ich brak przez bodźce ze świata zewnętrznego.

Zawsze kiedy wchodzę do wody, mam świadomość zetknięcia się z innym światem i przez to ogarnięty jestem poczuciem  harmonii i tego, że jest to jedna z niewielu sytuacji w której robić mogę to na co mam ochotę. To poczucie pewnej swobody pozwala na odkrywanie możliwości do czynienia ciągłych postępów, gdzie każdy nowy rok przynosi świadomość, iż pływam lepiej niż to bywało. Wydajność w postaci SL (kroku pływackiego ) staje się lepsza, zmęczenie nie stanowi problemu, czas w jakim pływam zaplanowane odcinki maleje. Kilka razy do roku pojawiają się momenty przełomu i olśnienia, kiedy to uzyskuję nową świadomość czegoś, co było lub wydawało się oczywiste. Ale co jest najważniejsze, to wszystko to co ma miejsce pomiędzy, czyli nasz kochana codzienność, ona bowiem jest sekretem do mistrzostwa.

Opublikowano Ogólne, Technika | 2 komentarzy

Trening funkcjonalny. Czyli co każdy triathlonista wiedzieć winien.

Częste pytanie jakie pojawia się na ustach triathlonistów dotyczy formy treningu, a w szczególności sposobu w jaki wydajność w pływaniu może zostać podniesiona. Jak dobrze zawodnicy i wszyscy z nas wiedzą, głównym celem treningu jest zdolność do wykonywania pracy bez zmęczenia. Proces budowy wytrzymałości można śmiało porównać z doświadczeniem chemicznym z wykorzystaniem naszego własnego ciała. Proces ten, to nic więcej jak usprawnienie gospodarki zasobami energetycznymi jakie pochodzą z pożywienia, przemiana ich w paliwo dla mięśni, transport do mięśni (razem w tlenem potrzebnym do ich metabolizmu) i wreszcie usunięcie produktów ubocznych w celu dalszego podniesienia wydajności pracy mięśni. Wszystko to odbywa się w skutek, jak nam wiadomo…treningu. Wykonywanie większej ilości treningu niż nasz organizm jest przywyknięty – dłuższy lub bardziej intensywny, doprowadza nasz układ krążeniowo-mięśniowy do pompowania większej ilości krwi z każdym skurczem serca wraz z odpowiednią ilością tlenu i substancji odżywczych do wszystkich komórek organizmu. Wydaje się proste i oczywiste, prawda? Jak również wnioski jakie nam to nasuwa, czyli więcej kilometrów z większą intensywnością lub z krótszą przerwą przynosi wszystkie te oczekiwane rezultaty.

Pływanie- ekonomika, nie kilometraż

Pływanie- ekonomika, nie kilometraż

I faktycznie przynosi…kiedy trenujesz rower lub bieg. Ale w pływaniu, zbiornik paliwa jaki chcemy udoskonalić ma pewną znaczącą wadę. Polega ona na tym, że jako biegacz możesz być nawet do 90% mechanicznie wydajny, co oznacza, iż 90% twojej energii jest kierowane na napęd/ruchdo przodu, a ok 10% jest tracone na opór powietrza, tarcie z gruntem czy ciepło  wydzielane przez ciało. Lecz jako pływak rekreacyjny jesteś jedynie w …3% wydajny mechanicznie ( pływacy elitarni, tacy jak Michael Phelps są wydajni w ok 10%). Oznacza to nic innego niż to, że jedynie 3 kalorie ze 100 jest pożytkowane na przemieszczanie twojego ciała do przodu, podczas gdy 97 tracone jest na przemieszczanie wody wokół twojego ciała (opór czołowy, falowy, turbulencje, dźwięk, chlapanie).

Przyczyna dla tak dużej różnicy pomiędzy efektywnością w bieganiu i w pływaniu polega na różnicy pomiędzy odepchnięciem od gruntu stałego i poruszaniu się w obliczu oporu powietrza, a odepchnięciu ciała od wody przy użyciu ramienia i poruszaniu się w medium, które jest ponad 800 razy bardziej gęste od powietrza. I wreszcie, przychodzi kwestia mechaniki, zapewne nauczyłeś się biegać stosunkowo wcześnie w życiu i pod względem mechanicznej wydajności (pod wpływem określonego treningu) jesteś w stanie dorównać zawodnikom elitarnym (przy najmniej pod względem mechaniki, zapewne nie wydolnościowym). Na rowerze, nogi są zaczepione w pedale, który porusza się tylko w jednym kierunku. Jeśli nauczysz się przyzwoitej pozycji aerodynamicznej, zagadka wydajności wydaje się nie być przytłaczająca.

Rower- specyfika treningu lądowego

Rower- specyfika treningu lądowego

Jednak w pływaniu, ilość dostępnych możliwości na wykonanie pojedyńczego ruchu jest wręcz niezliczona, a przez to margines popełnienia błędu niewspółmiernie dużo większy. I tylko niewielki odsetek tych możliwości jest mechanicznie wydajny, a ponieważ poruszasz się w środowisku wodnym, panelizacja za popełnione błędy jest dużo bardziej surowa. Konwencjonalny trening pływacki, ze swoim naciskiem na więcej i dalej jest wręcz gwarantem wyboru tych tych niewłaściwych możliwości. W skutek tego, inteligentny pływak wybierze inną definicję wytrzymałości w pływaniu.

Bieg- specyfika treningu lądowego

Bieg- specyfika treningu lądowego

Wytrzymałość w pływaniu to zdolność do powtarzania efektywności ruchowej ( SL-długość kroku, ekonomia, płynność) na dystansie, przy prędkości i częstotliwości ruchów, których wybór należy do ciebie.

Potrzeba innej wytrzymałości dla zachowania wydajności przez 20-60 sekund z częstotliwością ruchów  (SR) 100/minutę, niż dla zachowania odpowiedniej długości kroku (SL) przez 20 min do 2h z SR wynoszącym 50-60/minutę.

Biorąc pod uwagę to, co zostało powiedziane powyżej, należałoby przyjąć następującą strategię treningową:

1) Zmiana struktury ruchowej w kierunku eliminacji zbędnych ruchów, które wpływają na wzrost zmęczenia (poruszają wodę wokół twojego ciała) na wydajne i płynne (poruszają ciało twoje do przodu). Nauczane w Polsce na warsztatach Fishlike I stopnia.

2) Cierpliwe wprowadzenie nowej struktury ruchowej Fishlike w pamięć mięśniową i uczynienie ich trwałym asortymentem naszej techniki pływania.

3) Podjąć trening w kierunku systematycznego poszerzania zakresu dystansów, prędkości, częstotliwości ruchów oraz tętna na jakich możemy utrzymać niczym nie zachwianą technikę Fishlike. Nauczane w Polsce na warsztatach Fishlike II i III stopnia.

Podczas gdy będziesz spędzał godziny na inteligentnym treningu- właściwy rodzaj wytrzymałości zostaje kształtowany. Trening układu nerwowego, zapewniający powstanie i uformowanie właściwego nawyku oraz trening fizjologiczny, który zapewnia, że mięśnie odpowiedzialne za poprawną strukturę ruchu otrzymują korzyści adaptacyjne płynące z tak zaprogramowanego schematu treningowego.

Trzy podstawowe kategorie  w treningu Total Immersion korespondujące z tym co napisałem powyżej to:

1) Nauczanie

2) Praktykowanie

3) Efektywne Pływanie

Zatem zaczynajmy!

Opublikowano triathlon | 1 komentarz

Glenn Mills. Inne spojrzenie na styl klasyczny. Cz.2

Dla mnie, w latach 70-tych i początku lat 80-tych poszukiwania te odbywały się za pomocą gum naciągowych. Przywiązywałem jeden koniec do ściany, drugi wokół mojego pasa i płynąłem do momentu kiedy naciąg zaczynał trzeszczeć. Znajdowałem punkt na torze i bacznie go obserwowałem. Ten punk stawał się moim miejscem odniesienia. Jeżeli udawało mi się pozostać na równi z nim, wszystko było OK. Jeśli naciąg przesuwał mnie do tyłu, nawet przez chwilę, oznaczało to, że jest martwy punkt w mojej technice i musiałem go zdjagnozować. Robiłem to poprzez zmianę kąta ustawienia nóg, inną pozycję stóp lub dłoni, bądź szerszy ruch ramion. To co odkryłem, to było to, że im lepszy stawałem się w unikaniu oporu wody, tym mniej pracy musiałem włożyć, aby pozostać na równi z punktem na torze. Najważniejsze okazało się to, nie jak mocno pracuję rękoma lub nogami, ale jak wydajny się staję. Mniej prawie zawsze oznaczało więcej.

Jeśli wątpicie w to, że mniej oznacza więcej spójrzcie na nagrania światowej klasy pływaków. Wyglądają tak lekko i naturalnie. Nauczyłem się więcej oglądając jak pływa Tracy Caulkins, niż wszystkich innych pływaków. Była prawdziwą mistrzynią – w każdym stylu, w każdym jego aspekcie. Kiedyś widziałem jak wygrała 400 zmiennym – o 25m. Przez cały czas jak ją oglądałem, jedna myśl krążyła mi po głowie; „Zastanawiałem się jak szybko mogłaby płynąć, gdyby tylko chciała” Tak, bez wątpienia, urodziła się z niezwykłym wyczuciem wody, ale co uczyniło ją naprawdę wielką, to jej zdolność do pracy i ODKRYWANIA tego co czyni ją szybszą i bardziej wydajną. Była czystą finezją, prawdziwym profesjonalistą.

Większość moich najbardziej ulubionych ćwiczeń do klasyka jest wykonywanych pod wodą. Pod wodą nie ma żadnych elementów rozpraszających a wodę można czuć na powierzchni całego ciała. Znakomicie można wykorzystywać kafelki na dnie basenu do ustalenia martwego punktu w swoim stylu. Jeśli przestajemy się poruszać w trakcie pracy ramion albo nóg znaczy, że punkt ten istnieje.

opływowość w klasyku

opływowość w klasyku

Chyba najlepszym ćwiczeniem jest praca nóg pod wodą, wykonywana z ramionami ułożonymi w pozycji opływowej z przodu ciała. Wykonaj 3-4 lub więcej cykli pracy nogami; dopasowując kąt ich ustawienia, szrokość i szybkość. Innym ćwiczeniem będzie praca ramion pod wodą. Można ją wykonać z lekką pracą delfinową nóg (użycie płetw doda temu ćwiczeniu nieco animuszu). Wykonując 3-5 ruchów ramion, zwracamy uwagę na ich szerokość i rytm w poszukiwaniu optymalnej kombinacji zapewniającej płynność i szybkość. Nie spuszczamy z oczu kafelek na dnie! Jeśli macie chęć świadomie eksperymentować w trakcie wykonywania tych ćwiczeń, będziecie zdumieni ile dowiedzieć się można na temat oporu wody, synchronizacji i tempa. Będziecie również w stanie przekonać się, że mniej obszerne ruchy ramion i nóg eliminują te jakże niepokojące martwe punkty. Mniej naprawdę może oznaczać więcej.

Kluczem jest bycie gotowym na eksperymenty. Najlepsi żabkarze to ci, którzy gotowi są do pracy nad sobą i ze swoim trenerem. Gotowi do prób nad swoją techniką i strategią wyścigu. Najlepsi są ci, co nie szczędzą czasu na wykonywanie właściwych ćwiczeń podczas treningów. Klasyczny to nic innego jak odkrywanie tego doskonałego połączenia.

Jesli jesteś żabkarzem lub trenujesz żabkarzy powinieneś stawiać na tego rodzaju osobiste zaangażowanie. Nie obawiaj się wprowadzać ćwiczeń, ale miej pewność, że wykonywane są perfekcyjnie i z pełną koncentracją uwagi, nawet jeśli oznacza to zrobienie ich powoli i nie w interwale. Aha…i nie zapomnij o naprawdę SZYBKICH seriach, najlepiej krótkie 25-100m, ale szybkie z określonym punktem koncentracji uwagi. To jest czas, aby wszystko połączyć ze sobą. Aerobowy trening pozostaw na serie pływane kraulem. Wykorzystuj powolne i ściśle zorientowane serie ćwiczeń lub pełnego stylu do dokonywania odkryć. Zawsze zadawaj sobie pytania co odczuwasz. Jeśli przestaniesz odczuwać, znaczy, że przestałeś poszukiwać. Nie ma innego sposobu na zostanie dobrym żabkarzem. Jeśli nie chcesz czuć bólu, włącz myślenie.

Styl klasyczny to ciągłe poszukiwanie. Jest wiele jego technik, wiele o nim opinii i wiele sposobów na odniesienie sukcesu. Tak jak mówiłem…nie będzie lekko. To jeszcze jeden argument dlaczego klasyk jest tak niezwykły.

Glenn Mills

Opublikowano klasyczny | Skomentuj

Glenn Mills. Inne spojrzenie na styl klasyczny. Cz.1

Glenn Mills jest chyba jednym z niewielu co wiedzą absolutnie wszystko na temat stylu klasycznego. Spędziwszy połowę swojego życia w środowisku pozbawionym tlenu, doprowadzając do perfekcji swoje wyjście spod wody. Już na lądzie, postanowił podzielić się tym co wie na temat najtrudniejszego stylu pływackiego. Wypowiedź jego zamieszczona została w książce Arta Aungsta”Long strokes in a short season”

Kocham pływać klasykiem, cóż za niesamowity styl! Cała zabawa polega na synchronizacji, kiedy ona jest na miejscu, rytm, szybowanie, lekkość i siła znajdują swoje własciwe zastosowanie. Inne style wydają się być nudne i nie atrakcyjne. Dokładność, to kolejny element. Wszystko zrobić musisz perfekcyjnie…a następnie połączyć w całość, aby powstała płynność. W klasyku łączy się bowiem wiele skrajności, delikatny nacisk na wodę i długie szybowanie z eksplozyjnością energii przed kolejną fazą szybowania. W jednej chwili twoje ręce są wrażliwe na ciśnienie wody, kiedy szukają swojego miejsca zakotwiczenia, w następnej poruszają się tak szybko, iż z trudem je widzimy, w trakcie eksplodują do przodu w celu wykonania kolejnego chwytu wody.

Aha, czy już mówiłem, że wszystko polega na synchronizacji…jest to także najtrudniejsza część, jest bowiem tyle rzeczy do zrobienia poprawnie, że jeśli cokolwiek niebędzie dopasowane, cała reszta sięsypie. To wtedy zaczyna się prawdziwe poszukiwanie,  poszukiwanie właściwego rytmu, właściwego chwytu, kąta nachylenia głowy, oparcia stóp o wodę. Trzeba na to patrzeć jak na wielkie wyzwanie. Wtedy praca staje się prawdziwą radością.

dynamika w klasyku

dynamika w klasyku

A oto mój sekret: wielu wspaniałych żabkarzy poświęca większość swojego czasu na wykonywaniu ćwiczeń. Pracują nieustannie nad najdrobniejszymi szczegółami stylu, a pełen styl wykonują jedynie w krótkich, pełnych koncentracji odcinkach – z prędkością bliską startowej.

Wielu pływaków i trenerów uważa, że ćwiczenia to strata czasu i pozbawianie się możliwości poprawy kondycji. a ja na to: Ci ludzie nie próbowali prawdziwych ćwiczeń do klasyka! Po pierwsze, ćwiczenia te w większości wymuszają oddychanie co drugi ruch. Innez kolei, wymuszają pracę ramionami lub nogami bądź pulsy całego ciała przez kilka cykli ruchowych. Po kilku tygodniach robienia takich właśnie ćwiczeń (z niewielką dawką kraula dorzuconą dla urozmaicenia) normalny klasyk wydawać się będzie jak kodnycyjna bułka z masłem. Po drugie, ćwiczenia klasyka pozwalają wyizolować i wyodrębnić idealny rytm dla określonego aspektu stylu. Kiedy każda część jest poprawna, łatwiej wtedy złożyć styl w całośći znależć właściwą dla niego płynność.

Kwestie błędów popełnianych w rytmie polegają przede wszystkim na pracy nóg lub rąk zadaleko. Jeśli praca rąk jest zbyt obszerna, może złudnie wydawać się mocna i pełna energii, ale wyprowadzenie ramion zostaje wówczas spowolnione i napotyka na większy opór wody powodując utratę rytmu. Jeżeli podciągamy stopy pod same pośladki, powstała energia z pracy nóg może wydawać sięduża, lecz uda wystawione są na działanie dużego oporu wodyco wyhamowuje ruch pływaka. Dla większości pływaków szeroka praca kończynami jest instynktowna, wiem to z własnego doświadczenia i z pracy z innymi żabkarzami. Mój instynkt zawodnika polegał na chwytaniu jak największej ilości wody, pracy z nią i wywieraniu na niej jak największego nacisku. Kiedy sięścigałem działałem dokładnie tak samo. Nawet kiedy myślałem o krótszych, szybszych i bardziej dokładnych ruchach na treningach, podczas wyścigów zupełnie traciłem głowę i panowanie nad sytuacją. W skutek tego praca moich ramion i nóg stawała sięcoraz obszerniejsza. Czułem, że staram się jak tylko mogę, ale nie odnoszę spodziewanych rezultatów. To co robiłem, to zwiększanie oporu wody. Wiedziałem, że muszę szukać dalej.

 

Opublikowano klasyczny | Skomentuj

Gościnnie; Janusz Mrozik – moja przygoda z pływaniem.

Pomysł napisania tej historii jest wyłącznie moim dziełem i Janusz, jedynie po moich usilnych namowach, zgodził się upublicznić poniższe opowiadanie. Co skłoniło mnie do zwrócenia się do Janusza z podobną prośbą? Otóż, człowiek podświadomie wyczuwa i analizuje osoby, z którymi dane jest mu obcować. I oto właśnie, gdy miałem tą przyjemność kilkakrotnie z Januszem ćwiczyć na naszych warsztatach, za każdym razem w pamięci pozostawały mi pewne migawki, urywki czegoś, co po dłuższym okresie ułożyło się w jedną, harmonijną całość. Byłem wówczas święcie przekonany, iż to z czym mam do czynienia to najwyższy perfekcjonizm i kunszt ocierający się o mistrzostwo. Kto poznał Janusza, na pewno sie ze mną zgodzi.-Paweł Lewicki.

Janusz Mrozik, trener TI.

„MOJA DROGA DO TOTAL IMMERSION

Historia o tym jak znalazłem się w Total Immersion jest krótka. W marcu 2008 roku rozpocząłem naukę pływania, (ale jeszcze nie naszą metodą), później uczestniczyłem siedmiokrotnie w zajęciach naszego głównego trenera Pawła Lewickiego (warsztaty i obozy), a w listopadzie 2011 roku odbyłem w Krakowie kurs trenerski i uzyskałem dyplom trenera TI. Jest to bez wątpienia jeden z moich największych życiowych sukcesów (o ile nie największy).  W uzupełnieniu tych informacji powinienem jeszcze dodać, że jestem zupełnie spoza branży sportowej. Jako absolwent Akademii Muzycznej w Katowicach pracuję w Filharmonii Krakowskiej, gdzie gram na skrzypcach. Równocześnie uczę gry na skrzypcach w szkole muzycznej II stopnia w Krakowie. Przed laty ukończyłem także studia na Uniwersytecie Jagiellońskim na wydziale historyczno–filozoficznym. I jeszcze jedno – kilka miesięcy temu ukończyłem 60-ty rok życia.

Janusz Mrozik - na galowo

Janusz Mrozik - na galowo

Kiedy pytają mnie znajomi o motywacje do podejmowania tak znacznego wysiłku fizycznego w związku z moim pływaniem, opowiadam im o nowej rzeczywistości, w której znalazłem się w połowie 2008 roku, o nowych doświadczeniach i o fantastycznych ludziach, których wtedy poznałem.

A wszystko zaczęło się dość banalnie. We wspomnianym już marcu prawie cztery lata temu podczas wizyty u lekarza – kardiologa (moje wyniki badań są złe i jeśli nie zmienią się wskutek odpowiedniej diety i wysiłku fizycznego, to konieczne będzie wdrożenie długotrwałego leczenia farmakologicznego). Fantastyczny człowiek, wybitny i wspaniały lekarz, dr Tadeusz Królikowski namówił mnie wtedy do regularnego pływania. Nie umiałem wtedy pływać, zatem zwróciłem się o pomoc do trenera pływania, i … zaczęło się. Przy mojej słabej sprawności fizycznej, kiepskiej ruchomości w stawach i – przede wszystkim –zaawansowanym wieku początki były bardzo trudne. Pracowałem nad wszystkimi stylami, ale w sposób szczególny przykładałem się do delfina, który fascynował mnie zawsze w najwyższym stopniu. Wcześniej nawet nie marzyłem o tym, że uda mi się kiedykolwiek przepłynąć kilka metrów tym stylem. Długo nieudawało mi opanować prawidłowego falowania i innych elementów delfina. Do dziś pamiętam uśmieszki ratowników obserwujących moje początkowe poczynania w wodzie, ale nie mam o to do nich żalu; w istocie musiało to wyglądać karykaturalnie. Po kilkunastu tygodniach ćwiczeń bez widocznych postępów  przyszedł mi do głowy pomysł – nawet dla mnie samego – zaskakujący; postanowiłem, że na swoje 60-te urodziny przepłynę dystans 100 metrów… delfinem. Miałem na to półtora roku czasu…

Janusz Mrozik - na sportowo

Janusz Mrozik - na sportowo

Wczesną jesienią 2010 roku poznałem Pawła uczestnicząc po raz pierwszy w warsztatach TI. Były to zajęcia ze stylu grzbietowego, żabki i delfina. I znowu problem – za nic w świecie nie mogłem przyswoić sobie równowagi w grzbiecie, pracy rąk w żabce i innych niuansów. Zaopatrzyłem się w płyty szkoleniowe TI i znowu cierpliwie pracowałem w wodzie przez wiele miesięcy; nie ukrywam, że w tym czasie pływałem trzy– a nawet cztery razy w tygodniu. Systematyczne treningi przyniosły efekty – udało mi się dotrzymać danej sobie obietnicy – we wrześniu 2011roku pływałem już dystans ponad 100 metrów delfinem.

Warsztaty kraula w grudniu 2010 roku prowadzone przez Pawła miały dla mnie znaczenie szczególne. Byłem do nich dość dobrze przygotowany poprzez lekturę książki Terry’ ego Laughlina, jak również wnikliwą analizę materiału z płyty DVD „Kraul XXI wieku”. Po tych warsztatach uzmysłowiłem sobie fakt, że Total Immersion jest metodą pływania, która bardzo mi odpowiada, że  utożsamiam się z nią. Zrozumiałem, że gdyby nie było Total Immersion nie mógłbym nawet marzyć o stylowym pływaniu na dłuższych dystansach.  Moje warunki i możliwości fizyczne nie pozwoliłyby mi pokonać dystansu powyżej 200 metrów kraulem techniką tradycyjną, która jest u nas w Polsce preferowana.

Kiedy sam przekonałem się jak wiele zalet ma TI, jak nowatorską jest metodą pływania i jak wiele daje satysfakcji jej stosowanie, postanowiłem, że będę tę metodę propagował wśród kolegów i przyjaciół oraz ludzi nią zaciekawionych. Z perspektywy minionych kilkunastu miesięcy przyznaję, że całkiem nieźle mi się to udaje. Kilkanaście osób skierowałem na warsztaty organizowane przez Pawła, a od czasu kiedy sam zostałem trenerem, uczę pływać sporą grupę zainteresowanych osób.

Moją działalność trenerską chciałbym rozwinąć przede wszystkim w okresie późniejszym – myślę tu o czasie, kiedy przestanę pracować zawodowo i stanę się emerytem, co nastąpi za lat 4- 5.

Natomiast obecnie wciąż jestem skoncentrowany na doskonaleniu własnej techniki pływania. Odnosi się to do wszystkich stylów, bowiem zamierzam wystartować w tym roku w zawodach Masters na dystansie 400 metrów stylem zmiennym, a także przygotować się do pokonania dystansu 200 metrów delfinem. Aktualnie utrzymuję dobrą formę pływacką i równocześnie stosuję trening siłowy – hantle, ławeczka i wioślarz, w celu wzmocnienia obręczy barkowej. Wszystko to ma na celu poprawienie mojej kondycji fizycznej, by w efekcie pokonać dystans 200 metrów właśnie delfinem. Jestem optymistą w tym względzie i mam nadzieję, że sprostam zwłaszcza temu ostatniemu wyzwaniu.

Ponadto planuję przygotować się do letniego maratonu pływackiego w Kryspinowie. Gdyby dr Królikowski, który świetnie pływa, (choć jeszcze nie całkiem metodą TI – ale szybko to nadrobimy) zdecydował się wystartować w tych zawodach, mielibyśmy na pewno obaj wielką satysfakcję. Doktor i jego pacjent… Pacjent, który dzięki sugestiom lekarskim aż tak bardzo zadbał o swoje zdrowie, że został osobistym trenerem pływania swojego doktora.

Myślę, że stronę internetową TOTAL IMMERSION POLSKA odwiedzają nie tylko ludzie związani z TI, ale także ci, którzy jeszcze nie pływają tą metodą, albo nie pływają wcale. Zwracam się do takich właśnie ludzi: nie czekajcie – zaczynajcie pływać już teraz. Zdobądźcie się na ten wysiłek, nie przejmujcie się początkowymi trudnościami, sukces przyjdzie wcześniej niż myślicie. Jeśli ja sobie z tym poradziłem, to Wy też na pewno dacie sobie radę. Do zobaczenia na basenie, a może na wodach otwartych?

Opublikowano nasz gość | 2 komentarzy

Skala odczuwanego zmęczenia- (RPE).

Szwedzki fizjolog Dr Gunner Borg stworzył skalę intensywności treningowych dostosowaną do monitoringu stopnia zmęczenia. Skala ta powstała pierwotnie z myślą o pacjentach po chorobach serca, później dopiero została zaadoptowana na potrzeby ludzi uprawiających sport. Różne wersje tej skali posiadają od 10 do 20 poziomów. Dla potrzeb pływaków Total Immersion przygotowana została skala 6 stopniowa, ze zwróceniem uwagi na to jak ciężki jest Twój trening, oraz co w danym momencie będzie stanowić główny nacisk jednostki treningowej.

1)  Tempo bezwysiłkowe. Bardzo wolne. Bardzo dokładne. Idealne do nauczania nowych elementów. Wartość ok 50% maksymalnego tętna (Max HR).

2) Tempo rozgrzewkowe.Lekkie i wolne. Nadające się na rozpływanie i utrwalanie nowych elementów. Wartość ok 60% MaxHR.

3) Tempo długodystansowe. Stopień zmęczenia jaki jesteś w stanie utrzymać przez 20-30min ciągłego pływania, bądź przy dobrej technice, do długości dystansu Ironman’a (3.8km). Dobre jako próba przed startem na wodach otwartych. Wartość ok 70% MaxHR.

4) Tempo szybkie. Nadające się do serii powtórzeń 100-200m, lub w czasie wyprzedzania podczas wyścigu na wodach otwartych. Wymaga koncentracji, aby zapobiec utracie kontroli. Bardziej pod kątem wyścigów pływackich niż triathlonu. Wartość ok 80% MaxHR.

5) Sprint. Wystarczająco duże do wystąpienia oznak dużego zmęczenia lub dyskomfortu. Wymaga dużej koncentracji w celu panowania nad techniką. Dobry pływak jest w stanie utrzymać to tempo na dystansie 25-50m lub przy odpowiednio długiej przerwie na 100m. Rzadko stosowane w triathlonie. Często wykorzystywane w treningu Masters na dystansie 200-400m. Wartość ok 90% MaxHR.

6) Super sprint.Typowe dla sprintu na 100m lub mniej. W triathlonie i wodach otwartych praktycznie nie stosowane. Wartość 100% MaxHR.

Opublikowano Kraul, Technika, wody otwrte | Skomentuj

Czego może nauczyć nas Ryan Lochte.

Ryan Lochte wciąż utrzymuje się na szczycie rankingów jako najlepszy pływak na świecie. Na pewno, to co go wyróżnia to olbrzymia staranność w tym co robi, przywiązywanie uwagi do najdrobniejszych szczegółów i dbałość o detale.

Oto, jak o tym opowiada: „Poświęcam teraz więcej czasu na pracę nad mechaniką, niż robiłem to kiedykolwiek wcześniej” i tu dodać należy, iż Lochte pływa od 9 roku życia, to wciąż odczuwa, iż nie osiągnął perfekcji w swojej technice.

Dodatkowo, dużą część treningu poświęca na wykonywanie elementów bardzo powoli.

„Jedynym sposobem pracy nad techniką jest wykonywanie wszystkiego jak najwolniej i przywiązywanie uwagi do tego, co się dzieje z twoim ciałem, gdzie znajdują się twoje biodra, twoje ramiona, jak ukształtowane są twoje stopy”

Dobrze wiemy jak istotne jest koncentrowanie swojej uwagi na elemencie w danej chwili wykonywanym, dobrze również znamy cenę, jaka wiąże się z utratą naszej koncentracji natychmiastowym pogorszeniem się techniki.

 

Jeśli to wszystko jest tak ważne w treningu mistrza, trudno abyśmy  mogli pozwolić sobie na nie stosowanie się do tych samych reguł. Dlategowłaśnie trening sensoryczny, po mechanicznym, jest nieoodzowną częścią w dążeniu do stawania się lepszymi pływakami.

Wyróżniamy dwa podstawowe sposoby stosowania pływania sensorycznego:

1) blokowy

2) mieszany

Sposób blokowy polega na wyborze kilku elementów do koncentracji uwagi, np. odłożenie głowy na wodę, prowadzenie ramienia po szynie i naturalny nadgarstek. Następnie w trakcie pływania uwagę naszą kierujemy przez 10min na oparciu głowy na wodzie, kolejne 10min na ułożenie ramienia na szynie i ostatnie 10min na rozluźnieniu nadgarstka.

Sposób mieszany to wyższa forma nad blokowym, wymaga dokonywania szybszych zmian i często polega na przechodzeniu z punktu koncentracji uwagi na inny punkt w krótkim okresie czasu. Np. przez pierwsze 5min koncentrować się możemy na odłożeniu głowy na wodę, następne 5min naprowadzeniu ramienia po szynie i rozluźnienie nadgarstka przez ostatnie 5min. Wykonujemy to dwukrotnie. Innym, jeszcze bardziej zaawansowanym sposobem pływania sensorycznego będzie wprowadzenie bloków 1 minutowych na każdy wyżej wymieniony element i powtórzenie ich 10 razy.

Trenując pływanie w ten właśnie sposób możemy mieć pewność, że czas jaki poświęcamy na trening nie upływa nam jak woda z przepełniongo basenu, lecz jest  produktywny i zgodny z regułami sztuki trenerskiej, dokładnie tak, jak robi to nie kto inny, ale sam Ryan Lochte.

Opublikowano Delfin, Kraul, grzbietowy, klasyczny, wody otwrte | Skomentuj